środa, 30 października 2013

Dzieciecy pokoj- Inspiracje DIY cz.2- Tablica

Lubiliscie za dziecka bazgrac kreda po tablicy? 
Ja uwielbialam i chyba nie tylko ja, bo chetnych w klasie do przygarniecia chocby kawalka kredy nie brakowalo!  

Specjalna farba tablicowa kosztuje mniej niz 50zl (w UK okolo £10), a jej litrowa puszka starcza na pomalowanie dwiema warstwami okolo 5m2. Z jej pomoca mozemy nie tylko zmienic oblicze scian ale i mebli, po ktorych nasze dziecko bedzie moglo bargrac do woli!
Brzmi interesujaca? Dla mnie bardzo, bo marze o takiej scianie nie tylko dla Mikolajowym pokoju, ale i w korytarzu.
Spojrzcie tylko jak zmienic mozemy charakter dzieciecego pokoju i to przy minimalnym wysilku.


1\2\3\4\5
6\7\8\9
10\11\12\13

Podoba Wam sie? 

W przyszlym tygodniu zapraszam Was na maly przeglad geograficznych inspiracji.

poniedziałek, 28 października 2013

Dzieciecy pokoj- Inspiracje DIY cz.1- Alfabet

Pewnie niejednokrotnie zastanawialyscie sie nad tym jak urzadzic pokoj dziecka by spelnial on nie tylko funkcje domowego placu zabaw, ale i miejsca wypoczynku i nauki. Ci wszyscy, ktorzy mieli okazje zmierzyc sie z tym wyzwaniem wiedza, ze odpowiednio dobrany kolor scian to juz polowa sukcesu. Osobiscie stawialabym na niezawodna biel lub modne ostatnimi czasy jasne odcienie szarosci, dzieki ktorym pokoj bedzie robil wrazenie wiekszego, aczkolwiek ostrzejsze kolory tez moga sie sprawdzic. 
Potem lozko, jakas szafa i co dalej? Dekoracja scian, okna, podloga, pudla na zabawki, kacik do czytania i pokoj gotowy!

Jak to wszystko ogarnac nie wydajac fortuny?
Mam nadzieje, ze kilka moich postow pomoze Wam w tym i podsunie troche fajnych pomyslow, a moze i zainspiruje do wykonania wlasnorecznie projektow, ktore moga zmienic wnetrze dzieciecego azylu.

Na pierwszy rzut poszedl alfabet, ktory idealnie nadaje sie do ozywienia lagodnej kolorystykyki scian. Alfabet w ramkach, przyczepiony klamerkami do sznurka, z pomponow albo filcu z magnesami w srodku, w ksztalcie zwierzat, z drewna, kartonu, muliny, a dla bardziej zabieganych literkowe naklejki- jak widac pomyslow od groma i troche!
Jestem ciekawa, ktory spodoba Wam sie najbardziej, bo ja mam swojego faworyta.

1\2\3\4
5\6\7\8\9
10\11\12\13

W nastepnym czesci podziele sie z Wami pomyslem jak dobrze wykorzystac 50-zlotowy banknot by zmienic oblicze jednej ze scian lub mebel w dzieciecym pokoju.

PS. Podoba Wam sie pomysl z takim cyklem DIY wnetrzarskich inspiracji?

czwartek, 24 października 2013

Z zycia wziete

Miko potrzebowal butow na jesien.
Wybralismy sie do TK Maxa, ludzac sie, ze moze znajdziemy cos odpowiedniego.
Zamiast na dzial z obuwiem, powedrowalismy do zabawek i ksiazek, a tam wsrod masy plastikowych zabawek, wygrzebalam rewelacyjne drewniane puzzle.
Pokazalam Miksonowi, ktory przegladal znaleziona przez siebie trojwymiarowa ksiazke z pojazdami.
A Ten podniosl glowe, spojrzal na ukladanke i rzekl spokojnie: “ Slabe mamo, to dla malych dzieciackof”.
Coz, jak widac nie znam sie. Kupilismy wiec ksiazke.

Podczas zabawy Miko nagle zaczyna sciagac skarpetke.
Oglada swoja gola nozke i mowi: “Ciagnalem sesetke. Ladna noszka, mam obciete paluszki. Mamo cesz dac buziaka?”
Z propozycji skorzystalam, bo uwielbiam mientolic i buzkowac te syrki!

Wkladam Mikolaja do fotelika samochodowego.
Po zapieciu obdarowalam go buziakiem z policzek.
Obdarowany rzekl: “ Mamo, nie cem juz buziakow, daj buziaki Tacie”.

Stoimy w kolejce do kasy w polskim sklepie.
Przychodzi wreszcie nasza kolej. Miko wyciaga z koszyka chleb i mowi “plosze”.
“Jesce to,  jesce to, jesce to, poplose jesce to”- komentuje podajac kolene produkty.
Cierpliwy sprzedawca nie moze wyjsc z podziwu, wrecza Mikolajowi lizaka i dziekuje za pomoc.

Sprawca usmiechow na twarzach

poniedziałek, 21 października 2013

Kocia dynia

Dynia to niewatpliwie najbardziej charakterystyczny symbol Halloween. Nie wazne czy malowana, wytlaczana czy tez dekorowana w inny sposob, wazne by nie zabraklo jej w domu ostaniego dnia pazdziernika! 
Jeszcze trzy lata temu nie pomyslalabym o zakupie tego warzywa w innym celu niz konsumpcyjny. Ba, te kilka lat temu jedynym haslem kojarzacym mi sie z Halloween byla komercja, do ktorej bylam dosc negatywnie nastawiona.
Dziecko jednak zmienia czlowieka (oj zmienia!) i to do tego stopnia, ze do obyczaju zaczelam odnosic sie bardzo entuzjastycznie. Co gorsza, nawet zaakceptowalam halloweenowe gadzeciarstwo i wyposazylam dziecko w dyniowy kubeczek!
W tym roku dynia wyladowala u nas w domu troche wczesniej, a dzisiaj wieczorem wpadla pod moj skalpel. Wyszlo co wyjsc mialo, czyli kot. Mikolaj chcial kota :) 
Z reszty zrobilam dyniowe racuchy z tego przepisu: klik.




Dla przypomnienia, nasza zeszloroczna dynia wygladala tak: klik .

A Wy, wycinacie dynie czy raczej Halloween traktujecie jak zlo konieczne?

piątek, 18 października 2013

Orzeszki dla jejulek

Pospolita wiewiorke ciezko u nas spotkac.
Zyja one w lasach iglastych, a tych tutaj (przynajmniej w naszych okolicach) jak na lekarstwo.
Za to szarych wiewiorek jest mnostwo! To one brutalnie wyparly rudy gatunek roznoszac smiertelny dla nich wirus i zasiedlily wiekszosc terenow Wielkiej Brytanii.

Nie da sie ich nie zauwazyc jak energicznie skacza po drzewach i gonia sie w parku.
Postanowilismy z Mikusiem nie ograniczac sie tylko i wylacznie do obserwacji gryzoni, a zrobic cos wiecej. Przyszykowalismy sloiczek pysznych przekasek (orzechy laskowe, wloskie i migdaly) i wybralismy sie do parku. Miko rozrzucil orzechy pod drzewami, a pozniej zaczelismy dyskretnie sledzic rozwoj wydarzen.
W ciagu 10 minut zjawily sie trzy lakomczuchy, ktore zwinnie zbieraly wszystkie rarytasy, przenosily je w inne miejsce i zakopywaly w ziemi.
Miko byl zachwycony!
Po powrocie do domu ponownie napelnil sloik, a to oznaczac moze tylko jedno- nasze parkowe spacery wzbogacily sie o kolejna jesienna atrakcje- dokarmianie wiewiorek.






wtorek, 15 października 2013

Wyliczanka

Po pierwsze: Wyglada na to, ze Miko chce definitywnie pozegnanac sie z popoludniowa drzemka. Od 2 tygodni kladzie sie po 20, wstaje po 8, a ja szaleje ze szczescia, bo przypomnialam sobie co to normalny wieczor.

Po drugie: W niedziele Miko naciagnal mnie na zdrapke. Kupilam, zdrapalam i wygralismy dyszke!

Po trzecie: W zeszlym tygodniu J. pierwszy raz zrobil kurczaka z przepisu kfc. Miks ziol zdzialal cuda i domowy fast food wyszedl idealnie! Teraz przyszedl czas na zakup jakiejs malej smazalnicy, bo wyglada na to, drob pod ta postacia bedzie u nas czesciej goscil.

Po czwarte: Mikus dostal pierwsze w zyciu zaproszenie na przyjecie halloweenowe, na ktore musi sie stawic przebrany! Bardzo jest podekscytowany! Najpierw stwierdzil, ze chce sie przebrac za ducha, pozniej za klocek duplo, nastepnie karton.... na co finalnie postawi, dam znac za jakies 2 tygodnie. Wczoraj wybralam sie z Nim do TK Maxa w poszukiwaniu jakiegos fajnego przebrania, ale rycerze, dinozaury i misie spotkaly sie z brakiem entuzjazmu ze stony Mikusia. W takiej sytuacji pozostaje nam zrobic przebranie wlasnymi rekoma.

Po piate: Od ponad 2 miesiecy dojezdzam do pracy po 60 km w jedna strone. Raz na jakis czas nie musze i zostaje na miejscu. Mam powoli dosyc...

Po szoste: Zauwazylam, ze prowadzac samochod nie moge sluchac Chopina. Dziwnie ciezka robi mi sie noga, a jej ciezar osiaga nawet 90m/h, co grozi juz mandatem. Zaczelam wiec sluchac radia...

Po siodme: Jakis czas temu dowiedzialam sie od Mikolaja, ze nie jestem czlowiekiem. Jestem mama, a to wiadomo z czlowieczenstwem ma malo wspolnego.

Po osme: Pamietacie paczka, o ktorym pisalam kilka miesiecy temu? haha! Czlowiek potrafi byc naiwny ;)

Po dziewiate: Prawdziwa (czytaj zimna i mokra) jesien przyszla na dobre. 10 stopni na termometrze w dzien juz nas nie dziwi. Brrrrr.

Po dziesiate: Mikus nauczyl sie liczyc do 10 po angielsku (wczesniej liczyl tylko po polsku)! Hip hip hura!

Po jedenaste: Wciagnelam sie w ogladanie serialu- Czas Honoru. Przez ostatnich kilka tygodni przerobilam prawie 5 serii! Wszystkie odcinki dostepne sa na stronce telewizji polskiej (te najnowsze sa platne).

Po dwunaste: Wie ktos jak wydluzyc dobe o okolo 5 godzin?

sobota, 12 października 2013

Car boot sale

Osiem lat zajelo mi dotarcie na car boot sale (angielski pchli targ) oddalony od naszego lokum  jakies 15 minut jazdy samochodem!

Pewnej niedzieli, wczesnym rankiem spakowalam Mlodziutkiego do auta, zahaczylam o bankomat, nastawilam nawigacje i ruszylam przed siebie.
Dojechalam.
Weszlismy na ogromna hale z setkami stoisk...
Uwierzcie mi, mozna tam bylo znalezc wszystko! Doslownie wszystko!
W naszym przypadku cel byl jeden: jesienna kurtka dla Miksona + "cos", co nam ewentualnie wpadnie w oko. Problem polegal na tym, ze najpierw to "cos" trzeba bylo tam znalezc.
Zaczelismy nasz spacer.
Pierwsze stoisko... sterta resorakow... wsrod nich mega stary woz Pepsi Coli... Mlodemu wpadl w oko... no dobra... kupujemy.... 50 pensow i naszego "cosia" mielismy juz z glowy.
Drugie stoisko... nic...
Patrze na trzecie... Masa wiszacych chlopiecych ciuszkow.
Siegam po kurteczke z brzegu... Na oko idealna na Miko... Ogladam... Jak nowka funkiel... Widze delikatny napis Timberland... Adrenalina rosnie... Zsuwam zamek i szukam rozmiaru... 98cm.... I teraz zaczynam swoje wewnetrzne modly... Przeciez nie dam za uzywana kurteczke ponad 10 funow, a pewnie tyle za nia zawola kobieta ze stoiska... Pytam, nie wierzac tak naprawde, ze ktos moze oddac za grosze takie cudo... i slysze... two pounds fifty...
Dacie wiare? DWA I POL FUNTA!
Starajac sie nie okazywac zbytnio mojej dzikiej radosci, wyciagnelam drobne z portfela i podalam kobiecie. Odeszlam ze zdobycza. Moja szczena zostala na ziemi...
Alez bylam z nas dumna! Plan zrealizowalismy i to po 5 minutach od wejscia na hale.
Nasz debiut karbutowy zakonczylismy wychodzac z kurtka, superanckimi bordowymi spodniami z River Island dla Mikusia za £1 i odjazdowa rakieta za 50 pensow*, ktora teraz okupowana jest przez malych Einstainow.

Od tamtego czasu minelo juz pare dobrych tygodni, a my odwiedzilismy nasz pchli targ jeszcze dwa razy. Zakupy moze nie byly tak owocne, ale garderoba Mlodego nieco sie powiekszyla.
I teraz to ja juz wiem dlaczego tyle czasu zwlekalam z wyprawa w to miejsce.
Przez 8 lat zagracilabym cale mieszkanie! :)

A Wy odwiedzacie tego typu miejscowki?

czwartek, 10 października 2013

A gdy na zewnatrz szaro, buro i ponuro...

... my szykujemy sie na plaze!
Zanim jednak tam dotrzemy, sporo czasu zajmuje nam zabawa w urbanistow.
Budujemy drogi, ustawiamy domki i zagospodarowujemy lokalny park.
Z kartonu wycinamy tunel, z patykow robimy tratwe (po instrukcje- tu), w miejskim ZOO lokujemy dostepna nam zwierzyne, a do morza wkladamy nasze letnie skarby i nalewamy wode.
Gdy wszystko jest juz gotowe miasto zaczyna tetnic zyciem.
Na ulice wjezdzaja pojazdy, a na przejsciach dla pieszych pojawiaja sie ludzie- wsrod nich nawet krolowa Elzbieta.
Zabawa trwa dobre kilka godzin, bo kazdy z mieszkancow naszej miesciny obowiazkowo musi wyjechac na wczasy, nad wode. Nie wazne czy jada na nie traktorem, koparka czy autobusem, wazne, ze kazdy z nich spedza tam niezapomniane chwile.
My razem z nimi :)




piątek, 4 października 2013

Mr Madralinski

Czas na nastepna porcje anegdot z Mikolajem w roli glownej.
Chyba musze zaczac czesciej zapisywac tego typu scenki, bo robi sie u nas coraz ciekawiej, a z moja pamiecia to bywa roznie.

Krzatam sie w kuchni.
Dochodzi do mnie glos Mikolaja:
- Tato, wsystko jest mozliwe.
Zaciekawiona dialogiem wychodze z kuchni i pytam mlodszego:
- Tlumaczysz tacie, ze wszytsko jest mozliwe?
- Mamo, lepiej idz spowlotem do kukni.

Jestem z Mikolajem w parku.
- Mikus chodz tam pojdziemy biegac, bo tutaj lataja jakies duze psy.
- Mamo, psy nie lataja tylko ptaski lataja. Pieski nie maja sksydelek, pieski biegaja sypko.

Podspiewuje sobie piosenke z bajki o Dorze.
- "Udalo sie, udalo! Yes, we did it..."
- Mamo, nie spiewaj. Jestes za mala na to!
- Za mala? Na co? Na zabawe?
- Mamo, jestes za mala na te rzeczy.

Odwiedzam z Miko kawiarenke. Zajmujemy stolik na zewnatrz.
Popijam kawe, a Mlody sok w kartoniku, ktory przez przypadek zaczal mu sie wylewac.
- Mikus uwazaj! Picko Ci sie wylewa.
- Mamo, to nie jest picko. To jest socek palancowy.

czwartek, 3 października 2013

Kasztanowo nam!

Hura!
Nareszcie sie doczekalismy- posypalo sie z kasztanowcow i to hurtowo, a co za tym idzie, obowiazkowym punktem kazdego z naszych spacerow stalo sie kasztanobranie.
Cieszy nas to ogrooooomnie, ale jeszcze bardziej ciesza nas kieszenie wypchane po brzegi jesiennymi skarbami. Procz patykow i lisci zbieramy przede wszystkim kasztany (debow niestety w okolicy nie zidentyfikowalismy). Zbiory rosna z kazdym dniem, a razem z nimi wzrasta liczba domowych tworow.

Przedstawiam Wam naszych nowych lokatorow: "Papelek" i .... "papelek".
Temu pierwszemu, w czerwonym berecie Mikus sam narysowal oczka i buzke.
Gasiennica to ich kumpela, nawleczona na gumke potrafi zmieniac swoja dlugosc ( mozna sie nia bawic jak jojem).



Na reszte kasztanow nakleilismy gabczaste cyferki. Idealnie odnalazly sie w roli kamieni, ktore wozi Mikolajowa ciuchcia. Pomagaja nam tez w matematyce.


Kasztany moga sluzyc nam nie tylko do domowej produkcji ludzikow, ale rowniez mozemy je wykorzystac do ozdoby domu. Ja chyba skusze sie na wysprejowanie kulkudziesieciu z nich- do swiatecznych dekoracji beda jak znalazl.

Zrodla: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

A jesli macie ochote na naturalna i zdrowa kapiel kasztanowa, koniecznie zajrzyjcie tutaj po wskazowki.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...