poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Urodzinowe LEGO party!

Jeszcze tylko troche ponad miesiac i bedziemy obchodzic piate urodziny Mikolaja.
Jego marzeniem sa urodziny w tematyce lego, bo to wlasnie te klocki Miko uwielbia ponad wszystko! Sam zainteresowany chcialby zorganizowac impreze w bawialni, ja osobiscie obstawiam za farma albo i domem... no ale prawda taka, ze ja tutaj mam malo do powiedzenia. W tej kwestii to On bedzie mial ostatnie zdanie!
Od jakiegos czasu szukam wiec inspiracji i wlasnie nimi chce sie z Wami dzisiaj podzielic.
A noz widelec tez macie w domu malego wielbiciela klockow lego ;)

Zapytalam Mikolaja, ktory z tych osmiu tortow ponizej podoba mu sie najbardziej.
Nie mogl sie zdecydowac... ale postawil, na ten z piatka.


Ciacha, zelki, mufiny, lizaki , czekoladki, owocowe szaszlyki, pizze, kanapki... wszystko czego dusza zapragnie i wszystko w temacie lego- uwielbiam!



I troche dekoracji i innych mniej konsumpcyjnych inspiracji.
Bardzo podoba mi sie pomysl z liczba ulozona z klockow lego... no i te slomeczki- cudo!
Kredki lego, ktore bez problemu mozemy zrobic w domu robia na mnie wielkie wrazenie, do tego kolorowanki lego, kilka klockow i mamy gotowe upominki dla gosci!



Lego kolorowanki znajdziecie na stronce lego.
Po papierowe lego maty na stol, 'tabliczki' na imiona i girlandy gotowe do wydruku zagladajcie tutaj- klik. Girlandy w innej wersji znajdziecie tez tutaj- klik.
Jesli jestescie fanami 'Lego movie' przydadza Wam sie zapewne imprezowe maski- klik.
Papierowy model 3d samochodu lego do samodzielnego posklejania znajdziecie na boxzet.
A jesli interesuje Was gotowy urodzinowy workbook pelen lego labiryntow, kolorowanek i innych zajec, koniecznie zajrzyjcie do onemamasdailydrama. 

PS. Wszystkie zdjecia pochodza z Pinterest. Dokladne zrodla podam jak tylko znajde wiecej czasu....

czwartek, 21 kwietnia 2016

Oko w oko

Wszystko dzialo sie jakby w zwolnionym tempie... 
Jako pasazer pamietam dosc duzo, choc przyznam ze chyba lepiej pamietam uczucia jakie mi wtedy towarzyszyly.

Przez glowe przelecialo mi kilkanascie roznych zakonczen sytuacji, w ktorej sie znalezlismy. Bylo ich bardzo duzo jak na jedna- dwie sekundy… 

Pamietam dokladnie ten pierwszy moment, kiedy zdalam sobie sprawe, ze jestesmy w smiertelnym niebezpieczenstwie. Pamietam wielka kaluze na najszybszym pasie autostrady. Pamietam J., ktory walczyl z kierownica, pamietam tez, ze sie nie odzywal. Pamietam Mikolaja, ktory uderzyl glowka o oparcie swojego fotelika; pamietam, ze zdolalam Go chwycic za reke. Pamietam barierke po zewnetrznej stronie autostrady, ktora byla tak blisko... Pamietam tez, ze krzyczalam. Pamietam skarpe, zblizajace sie samochody, ich swiatla…

Pamietam za duzo. Chcialabym pamietac mniej, a wlasciwie nic…
Najgorsza byla swiadomosc... ze jeszcze tylko troche i samochod przestanie sie krecic a razem z nim byc moze ustanie praca naszych serc...

Mam gleboka nadzieje, ze dopuszczajac sie tutaj ekshibicjonizmu moich uczuc, pozbede sie pisku opon z mojej glowy i uporczywego analizowania tego co sie stalo... Nie chce juz wspominac paralizujacego strachu i bezradnosci, jaka wtedy czulam.

W miniony piatek, z bardzo duza predkoscia wpadlismy w poslizg na belgijskiej autosradzie. Zrobilismy dwa obroty 360 stopni omijajac szczesliwie inny samochod. Jakims cudem mojej rodzinie i mi nic sie nie stalo... Udalo nam sie nie uderzyc w barierki, wiec auto pozostalo niedrasniete.

Nasze anioly czuwaly nad nami. Zyjemy.

środa, 20 kwietnia 2016

Amsterdam

Miasto szalonych rowerzystow, kanalow, niepowtarzalnej architektury, coffee shop’ow, legalnej prostytucji, roznorakich muzeow, belgijskich frytek, mieszkalnych barek i kwiatow, ktorych tutaj wszedzie pelno nawet w kwietniu. Miasto dzierzace miano holenderskiej turystycznej mekki, sciagajace tlumy turystow z calego swiata rzadnych popatrzec na slynne sloneczniki Van Gogh’a, polnagie kobiety wijace sie w witrynach dzielnicy Czerwonych Latarni nawet za dnia no i wreszcie tych, ktorzy legalnie chca zapalic jointa w jednym z amsterdamskich ‘kofikow’. To miejsce, gdzie cyklisci, stanowiacy ponad 30% calego ruchu w centrum miasta domagaja sie pierwszenstwa od pieszych, gdzie ciasteczka czy lizaki z dodatkiem marihuany mozna dostac na kazdym rogu i gdzie sklepy z serami przypominaja istne galerie sztuki. 
Ten misz masz czyni Amsterdam miejscem wyjatkowym!
Jego unikalna atmosfere, ktorej nie da sie zapomniec mielismy okazje poczuc w miniony weekend. Urocze miasto w ktorym nie da sie nudzic! Chcemy jeszcze do niego wrocic, bo zwiedzania to tam jest conajnmniej na tydzien. 



























wtorek, 5 kwietnia 2016

Moj UCZEN

Kiedy zaczynal szkole, Miko byl jedynym polsko-jezycznym dzieckiem w klasie (byl, bo teraz sytuacja sie troche zmienila- teraz mowi nie tylko po polsku ;)), ale nie jedynym ktorego angielski nie byl pierwszym jezykiem. Siedem miesiecy temu wrzucilismy Go na gleboka wode, bo trzeba przyznac, ze zasob angielskich slow w dniu rozpoczecia edukacji szkolnej byl u niego dosc ubogi, jednak mozna bylo odczuc, ze fakt ten wcale Go nie ograniczal. Na szczescie dzieci w tak mlodym wieku z reguly nie maja tendencji do uprzedzen i przyjmuja, ze inny wcale nie znaczy gorszy co pomaga im w bardzo szybkim nawiazywaniu kontaktow z rowiesnikami, nawet jesli nie rozumieja sie nawzajem. 
Z zachwytem obserwowalismy jak z kazdym kolejnym miesiacem szlifuje swoja angielszyzne, mimo ze Miko nie mial zagwarantowanego indywidualnego nauczania jezyka angielskiego w szkole.
W miare szybko przystosowal sie do szkolnych warunkow, a dzis, po 7 miesiacach uczeszczania do niej moznaby rzec, ze jest jej wielkim fanem! 

Mikolaj uwielbia ja bezwarunkowo i wszystko co z nia zwiazane! 

Rewelacyjnie sie zaklimatyzowal! Ma ulubiona pania (na 30 maluchow sa az 3 nauczycielki) i swoja bande 3 innych chlopcow, z ktorymi trzyma sie na co dzien i bardzo dobrze dogaduje. 

Tempo wprowadzania nowego materialu jest dosc szybkie. Dzieci w ciagu pierwszego polrocza przerobili wszystkie literki, ‘friendly’ litterki (sh, ck itd.), potrafia je pisac jak rowniez maja za soba pierwsze proby pisania ze sluchu. 
Kilka razy w tygodniu nasz maly uczen przynosi do domu ksiazeczki do nauki czytania i mozecie mi wierzyc lub tez nie, ale po 7 miesiacach edukacji, moj niespelna 5-latek czyta! I co wazniejsze, czyta z zrozumieniem! Typowych prac domowych nie ma. 
Jesli chodzi o matematyke, w szkole skupiono sie jak narazie na rozwiazywaniu zadan w zakrsie 1 do 20. I tutaj warto wspomniec, ze Miko troche odstaje od reszty dzieci (co rowniez zostalo zauwazone przez nauczycielki), bo rozwiazuje rownania nawet do 100 wlaczajac mnozenie i dzielenie.

Nasz niejadek powoli zaczal brac przylad ze swoich rowiesnikow jesli chodzi o szkolne posilki. Miko jest typem wybrzydzacza, ktory nie lubi nowosci, wiec poczatki stolowania sie poza domem nie byly latwe, a wiekszosc dan opisywana byla przez niego slowem ‘disgusting’. Jedna z pan nawet wyszla z propozycja zmiany mikolajoego menu na wegetarianski. Moja sugestia, ze moze jeszcze troche poczekac przyniosla na szczescie oczekiwane skutki. Przed Wielkanoca Miko zjadl szkolnego kurczaka! Alleluja! 

WF, czyli angielski PE Miko ma raz w tygodniu, zwykle na sali gimnastycznej ale sadze, ze sytuacja zmieni sie wraz z zmiana pogody. 
Niezaleznie od aury jaka panuje na zewnatrz dzieci wychodza na swieze powietrze dwa razy dziennie. Te najmlodsze z Reception maja do dyspozycji zadaszony teren, gdzie moga sie dotlenic nawet gdy pada. 

Po Wielkanocnej przerwie nasz uczen rozpoczal ‘forrest school’, takze maluchy na nude na pewno nie narzekaja. 

A ja? 
Ja spokojnie spie 
Stres, ktory przezywalam we wrzesniu wydaje mi sie dzisiaj smieszny. 
Mamy w domy bardzo zdolnego, dwujezycznego ucznia, z ktorego jestesmy bardzo dumni!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...