Jesien to miedzy innymi cieple kapcie... dobra ksiazka pod kocem...
kominek... spacery po lesie... kasztany... szelest lisci pod butami... poranne mgly... goraca
czekolada...
To rowniez nieustannie wiejace wiatry... czeste deszcze... nieprzyjemne chlody... zimne stopy... czerwone nosy... przeziebienia i warstwy zalozonych na siebie ubran...
To rowniez nieustannie wiejace wiatry... czeste deszcze... nieprzyjemne chlody... zimne stopy... czerwone nosy... przeziebienia i warstwy zalozonych na siebie ubran...
Jak mysle o tych wszystkich mniej przyjemnych cechach jesieni (ktore niestety za bardzo w tym roku dominuja), to
mam ochote schowac sie pod wyzej wspomniany koc bynajmniej nie po to by poczytac ksiazke, ale by
przezimowac do wiosny.
W tym roku zdecydowanie nie polubilam sie z jesienia!
Udalo nam sie troche ich zebrac...
A co z nich zrobilismy?
Niektorzy robia male drzewa, odbijaja lub odrysowuja ksztalty, tworza zielniki, witraze lub lisciaste zwierzaki, a my je po prostu pomalowalismy! I powiadam Wam, ze malowanie na formacie stworzonym przez nature jest naprawde bombowe!
Liscie najpierw suszylismy, prostowalismy, malowalismy, pozniej ponownie suszylismy i prostowalsmy by na koncu zrobic z nich jesienna girlande na okno w pokoju Mikolajka.
Mikolajowi sie podoba! I o to chodzilo :)
PS. A Wy lubicie jesien?






























