Wszyscy poleglismy w obliczu zorganizowanej armii goraczkowej, miesnio-bolowej, gardlowej i katarowo-zarazkowej. W przeciwienstwie do poprzednich walk tego typu, po raz pierwszy uzylismy specjalnych grup uderzeniowych w postaci paracetamolu dla kazdego z nas! I wtedy zobaczylismy swiatelko w tunelu... Banda nasza mimo, ze wielokrotnie mniej liczna od tej zarazkowej, udowodnila ze w obliczu zagrozenia potrafi byc naprawde bardzo wytrzymalym przeciwnikiem.
Piatkowe popoludnie uznalismy za dzien, w ktorym sytuacja na froncie zmienila sie diametralnie, a za zwyciezcow okrzyknieto nasza trojce! Udalo sie- wrocilismy do zywych!
Po kilkudniowym domowym uziemieniu wyszlismy na wolnosc!
Moze nie tak pelni sil jak przed choroba, ale za to z perspektywa nacieszenia sie piekna pogoda jaka w koncu u nas zagoscila. Mamy laaaaaaattttooooo!
Weekend rozpoczelismy rodzinnym piknikiem w pobliskim parku.
Bylo karmienie kaczek, zabawa, kolacja na kocu i leniwe wylegiwanie sie na trawie...
Wczoraj pojechalismy do naszego ulubionego Castleton. Szczytow nie zdobywalismy, bo jeszcze sil na to nam brakowalo, ale spacer po miasteczku musielismy zaliczyc.
Tego dnia mialo tez miejsce pewne mile zdarzenie...
Przechodzac przez male osiedle domkow jednorodzinnych zapytalismy pewna kobiete pracujaca w swoim ogrodku, jak dojsc do najbizszego sklepu gdzie moglibysmy kupic wode. Kobieta dala wskazowki ja tam dotrzec i dodala, ze musimy sie spieszyc, bo zaraz zamykaja. Po przejsciu okolo pol kilometra przekroczylismy prog sklepu, kupilismy co chcielismy... a po wyjsciu ujrzelismy "pania z ogrodka" z butelka wody w rece... Poszla za nami, bo bala sie, ze zamkna nam ten sklep i nie zdarzymy kupic wody, wiec postanowila przyniosc nam swoja. Patrzylam na Nia z niedowierzaniem... juz nie pamietam, kiedy ostatnim razem spotkalam sie z tak bezinteresowna pomoca. Wiara w ludzi powrocila!
W pelni sil wybralismy sie nad jezioro, nad ktorym jeszcze nie mielismy okazji postawic naszych konczyn. Piekna pogoda, pierwsza tegoroczna opalenizna, ciepla woda, zabawa kamieniami nad brzegiem, nowe znajomosci i okazja do kolejnego pierwszego razu...
Tym razem przyszla kolej na debiut kajakowy.
Wpakowalismy sie do srodka i oplynelismy jeziorko. Mega atrakcja, a Miko zachwycony!
Zdjecie zrobione juz na brzegu |
Ja korzystałam ile się da z pięknej pogody na wakacjach, teraz cieszę się, że jest wciąż ciepło w Polsce i łapię słońce bawiąc sie z dziewczynami na ogródku;)
OdpowiedzUsuńAle super atrakcja opłynąć jezioro, syn pewnie zachwycony!
Korzystajcie z takiej pogody bo wiadomo jak z tym jest:) Dziś jest, jutro nie ma:)
OdpowiedzUsuńMy też korzystamy ile się przewalając się po trawce i pluskając w wodzie:)
Słusznie, pogodę trzeba łapać póki jest :D
OdpowiedzUsuńsuper ze juz po bitwie, a teraz zdwojonej mocy zycze :)
OdpowiedzUsuńweekend rewelacyjny ... uwielbiam takie spędzanie wspólnie czasu ... mały świetnie wyglada .. pozdrawiam ciepluteńko
OdpowiedzUsuńsuper, że pogoda dopisuje :-))) korzystać ile się tylko da :-))
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńWitam, chciałabym zaprosić Was do wzięcia udziału w kilku naszych zabawach.
W jednej do wygrania są bardzo fajne gadżety z bajki Uniwersytet Potworny (bluzeczka, torba sportowa, przybory), w drugim jest możliwość przetestowania ciekawej gry edukacyjnej dla dzieciaczków, trzeci jest konkursem fotograficznym w którym można wygrać śliczny i mięciutki ręczniczek, poduszeczkę lub apaszkę.
Nie chciałabym nadużywać Waszej cierpliwości i nie wkleje linków, ale jeśli jesteście zainteresowani, którąś z wyżej wymienionych zabaw to zapraszam na mój profil do bloga "Babylandia". Po boku są banerki konkursowe, więc łatwo trafić na to co Was ciekawi. Jeżeli jednak nie jesteście zainteresowani to z góry chciałabym bardzo przeprosić za tę reklamę...
Pozdrawiam cieplutko
Marta