piątek, 23 czerwca 2017

Kupony na DZIEN TATY!

Super przytulasek, dzien z playstation, ulubiony obiad, wielki buziak, spanie do poludnia, godzina spokoju, komplement, wyjscie z Synem do kina, ogladanie meczu bez naszego marudzenia, popoludniowa drzemka czy moze sniadanie do lozka? Dla niego dzisiaj wszystko, w koncu dzisiaj Dzien Taty!
To tylko kilka "nagrod" z kuponow bez daty waznosci (w sumie jest ich 15), ktore przygotowalismy dla Niego z Mikolajem. J. otrzyma je dopiero wieczorem, takze ciiiiii.... Mamy nadzieje, ze sprawia mu wielka radosc!


Jesli jeszcze nie przygotowaliscie zadnej niespodzianki dla Taty waszych maluchow, spiesze z pomoca. Specjalnie dla Was, przygotowalam 16 kuponow gotowych do wydruku na formacie A4- KLIK. Poniewaz kazdy z tatusiow jest inny, miejsca na "nagrody" pozostawilam puste- sami mozecie je uzupelnic tekstami, ktore akurat beda pasowaly do Waszego Taty.
Sciagajcie, drukujcie i sprawcie, aby ten dzien byl wyjatkowy!


PS. Zeby nie bylo, ze ja taka zdolna, projekt kuponow zywcem wziety z tego bloga. Tam tez znajdziecie angielska wersje do sciagniecia. Nasze zdecydowalismy sie zrobic czarno-biale, bo w drukarce braklo nam kolorowego toneru!

Wszystkim Tatom zyczymy wszystkiego najlepszego!

środa, 21 czerwca 2017

Krotki wypad na Mazury

Planow jak spedzic miniony dlugi czerwcowy weekend mielismy sporo, jednak na ich realizacje nie bylo raczej szans, bo jak na zlosc pogoda troche splatala nam figla i zamiast zalac ziemie zarem z nieba, zaserwowala nam ciut nizsze temperatury i troche chmur.
Na szczescie, mimo chwilowego zalamania pogody udalo nam sie wybyc na Mazury, do Przewiezi w okolice Augustowa. Przygod, aby tam dotrzec nie brakowalo...

Pogoda dopisala, woda w jeziorze troche zimna, ale czysciutka takze byly i kapiele; spokoj, bliskosc natury, obowiazkowe lody, ktore w ostatnim czasie pochlaniamy w ilosciach hurtowych; ryby (polecam augustowska Patelnie Smakow- pycha!), najlepsze towarzystwo na swiecie i byl tez on... Barszcz sosnowskiego. No wlasnie, nie bylismy pewni  czy to on czy nie on, na sprawdzanie raczej nie mielismy ochoty... Ktos potrafi to zidentyfikowac (zdjecie 6, po lewej stronie)? To barszcz czy arcydziegiel litwor?






Ciesze sie, ze te dwa malolaty ze zdjecia nizej zaczynaja sie coraz lepiej ze soba dogadywac. Jeszcze rok temu ich zabawy konczyly sie placzem, dzisiaj nie moga doczekac sie wspolnych spotkan. Rosna nam te chlopaki ;)





środa, 14 czerwca 2017

W poszukiwaniu letnich miejscowek

Ostatni weekend spedzilismy na poszukiwaniach miejscowek w okolicach Warszawy odpowiednich na letni chill out. Dojechalismy nad dobrze znany w stolicy Zalew Zegrzynski- mekki zeglarzy, wedkarzy i milosnikow sportow wodnych. Pogoda dopisywala, wiec i ludzi na ladzie i wodzie bylo multum. Znalezienie miejsca parkingowego przy "dzikiej plazy" w Nieporecie graniczylo z cudem! I moze dobrze, bo my za tlumami nie do konca przepadamy. Przejechalismy wiec troche dalej, gdzie juz nie bylo tak tloczno...
Co sie rzucilo w oczy to stan wody nad zalewem- metna, brazowa, dosc brudna. Z wielkich kapieli wiec zrezygnowalismy, ale i tak bylo przyjemnie posiedziec troche nad woda.



Tego samego dnia pojechalismy w okolice wsi Kamienczyk (okolo 70 km od W-wy), gdzie rzeka Liwec ma ujscie do Bugu. Nie dalo sie nie zauwazyc, ze jedna z najwiekszych atrakcji turystycznych tamtego obszaru sa splywy kajakowe Liwcem. Fanow tego sportu nie brakowalo.
Zamoczylismy nogi w rzece i przeszlismy sie kawalek wzdluz brzegu. Woda byla dosc spokojna i plytka, a krajobraz po obu stronach bardzo przyjemny dla oka. Uwielbiam takie klimaty i chwile, ktore pomagaja nam odzyskac spokoj wewnetrzny...
To miejsce zdecydowanie podobalo mi sie bardziej na weekendowa ucieczke od codziennosci i mysle, ze spodoba sie kazdemu kto ceni sobie cisze, spokoj i bliskosc natury.
Warto dodac, ze w 2010 obszar doliny rzeki Liwiec zostal wlaczony do programu Natura 2000.









A na koniec pytanie do tych, ktorzy mieszkaja na Mazowszu, co polecacie na weekendowe jednodniowe wycieczki? Macie jakies sprawdzone miejscowki? Podzielicie sie?

wtorek, 13 czerwca 2017

Zmora

Pojawiaja sie zwykle wieczorem, kiedy juz dom ucichnie. Nie codziennie, co kilka dni, z biegiem czasu coraz rzadziej... Zmora ostatnich dni spedzonych na emigracji... Mimo, ze minelo juz tyle czasu od wyprowadzki z Wielkiej Brytanii, wspomnienia te sa wciaz zywe i w pewien sposob bolesne... Pelne stresu, niepewnosci, strachu, zrezygnowania, zmeczenia zarowno fizycznego, jak i psychicznego...
Ostatnie dni, ktorych pewnie nie zapomne do konca zycia...
Zalatwianie formalnosci, ostatnie spotkania, oproznianie domu, pakowanie aut, tak by zmiescilo sie w nich jak najwiecej i redukcja...
Redukcja wszystkiego co mielismy do absolutnego minimum. Mikolajowych obrazkow i zabawek, ktore razem ze mna dzielnie przebieral; ciuchow, kuchennych akcesoriow, ksiazek, filmow, gier, tych wszystkich prawie nowych, bo rocznych mebli, ktore z racji swoich rozmiarow i braku czasu na organizowanie sprzedazy wyladowaly na smietniku; rybek akwariowych, ktore po kilku miesiacach oddalismy spowrotem do sklepu zoologicznego; pralki, z zakupu ktorej tak sie cieszylam, a po kilkunastu miesiacach uzytkowania sprzedalismy za 1/4 ceny, kosiarki; mojego roweru, ktorego dostalam w prezencie od J., a upchnelam za smieszne 20 funtow... tych wszystkich rzeczy, do ktorych zdazylam sie przyzwyczaic i choc wiele bylo tylko rzeczami nabytymi, to jednak skala pozbywania sie ich w tak krotkim okresie czasu zdecydowanie mnie wtedy przerosla... Poczatkowo wszystko bylo pod kontrola, pozniej nie bylo miejsca na sentymenty... Z bolem serca ukladalismy coraz to wyzsza sterte rzeczy, ktorych nie moglismy wziac ze soba...

I za kazdym razem, kiedy pojawiaja sie te wspomnienia zamykam oczy...
Otwieram ze spokojem i ciesze sie, ze jestem tu, gdzie jestem. U siebie, w Polsce. Niedoskonalej, dalekiej od idealu, ale swojej ojczyznie.

Post, choc krotki, zaczelam pisac ponad pol roku temu, ale z racji zbyt bolesnych wspomnien nie udalo mi sie go skonczyc wczesniej. Do dzisiaj.
Czas leczy rany, co w moim przypadku sie sprawdza. Zmora nie odwiedza mnie juz tak czesto, a nawet jesli, to nie jest to juz tak nieporzadana wizyta...
Z perspektywy czasu widze, jak dobra robote wtedy odwalilismy wspierajac sie wzajemnie do konca tej misji. Superbohaterzy wlasnego losu!

Jazda na dwa samochody w konwoju to rowniez byl wielki wyczyn, przynajmniej dla mnie. Pierwszy raz pokonalam wtedy sama z Mikolajem na tylnym siedzeniu trase UK-PL. Jaka ja wtedy bylam z siebie dumna... Nogi trzesly mi sie jeszcze przez 2 dni po dotarciu na miejsce :)))

niedziela, 11 czerwca 2017

Subiektywnie o Polsce

Mieszkajac juz jakis czas w Polsce rzucaja mi sie w oczy pewne rzeczy, ktorych zrozumiec nie potrafie! Czasami sa to drobiazgi, do ktorych pewnie wiekszosc rodakow przywykla i jest nizauwazalna; a czasami powazne sprawy, ktore wrecz zagrazaja zyciu. Oto kilka z nich (kolejnosc przypadkowa).

Chaos przestrzenny i architektoniczny. Anglie nazywalam museum, bo tam miasta/miasteczka/wsie sa praktycznie takie same. Nie brakuje czerwonej cegly, lokalnego pubu, off licence. O pozwolenie na wybudowanie czegos "innego" wsrod szeregowcow trudno, dzieki czemu mozemy obserwowac ten (czasami monotonny) lad i porzadek od setek lat. Wszystko jest uporzadkowane i podobne do siebie. Polska to totalne przeciwienstwo tamtego ladu. Kazda chata inna, dziurawe ulice, "dzikie" parkingi, chodniki wolaja o pastwe do nieba i te reklamy... wszechobecne reklamy atakujace nas z kazdej mozliwej strony. Ogolny chaos!

Skoro jestesmy juz przy reklamach warto wspomniec o telewizji przesiagnietej reklamami lekow bez recepty/suplementow diety... W okresie jesienno-zimowym 75% reklam dotyczyla tych wlasnie produktow. Leki na wszystko! Na katar, kaszel, zylaki, zmeczone nogi, erekcje, chorobe lokomocyjna, glowe, gardlo, grzybice stop, grzybice pochwy, alergie, zly humor, zmeczenie, wypadajace wlosy, zakazenia drog moczowych, monopauze, (...) Tragedia!
Jedyne czego mi brakuje, to leku na glupote. Popyt gwarantowany.

Obce babcie czepiajace sie obcych dzieci.
Wiem, ze ten gatunek mozna spotkac na calym globie, ale te polskie jakies takie upierdliwe sie wydaja, sfoszone na starcie.

Kierowcy bez wyobrazni. Temat rzeka... Rownie dobrze mozna ich nazwac idiotami, mordercami i samobojcami. Oczywiscie wypadki sie zdarzaja, nie da sie ich czasami uniknac, ale to co sie dzieje na polskich drogach (wylaczajac autostrady, choc tam tez co niektorym przydaloby sie niezle lanie) przechodzi ludzkie pojecie! Zero wyobrazni! Wyskakiwanie autem na srodek drogi, wyprzedzanie na trzeciego, jazda po srodkowej linii.... A to wszystko po to, by zaoszczedzic kilka minut na trasie. Warto? Naprawde?
Jestem za srogim karaniem, min. odbieraniem prawa jazdy tego typu osobnikom stwarzajacych zagrozenie na drodze, albo ponownym testem na prawo jazdy!

Zielona strzalka. No cholera jasna kto to ustrojstwo wymyslil? W Niemczech sie przyjelo, ale tam kultura jazdy jest wyzsza. Kilka tygodni temu prawie wjechal we mnie rozpedzony samochod widzac ta nieszczesna strzaleczke! A potem w tv zdziewienie, ze tylu pieszych ginie w Polsce na pasach. Skoro kierowcy nie potrafia zachowac nalezytej ostroznosci, zlikwidowac to "udogodnienie", bo strach przechodzic przez jezdnie! Bedzie bezpieczniej.

Rowerzysci na chodnikach. Naprawde nie mam nic przeciwko dzieciom na rowerkach czy hulajnogach, rodzicom z dziecmi w siodelkach, ale dorosli rowerzysci to juz przesada! Nie raz bylam z Mikolajem "wydzwoniona" przez tego typu osobnika domagajacego sie przejazdu... Do Holandii nam daleko, takze drodzy dorosli cyklisci, CHODNIK sluzy do CHODZENIA! To my, piesi mamy tam pierwszenstwo.

piątek, 9 czerwca 2017

Czarodziejski portfel DIY

Gdy bylam dzieckiem, tez mialam taki czarodziejski portfelik. Nie pamietam nawet skad... Robilam nim sztuczki, a moi rowiesnicy nie wiedzieli do konca na czym polega tajemnica przemieszczajacego sie banknotu. Sekretu nie zdradzalam.
Teraz Miko zostal malym czarodziejem... i zaskakuje kazdego, kto stanie sie swiadkiem tej magii. Oto On!

video

Potrzebujemy: podkladu introligatorskiego, dobrego kleju, wstazki, jakiegos ozdobnego papieru i nozyka.



1. Z podkladu introligatorskiego i ozdobnego papieru wycinamy 4 jednakowe  prostokaty (nasze maja 8x14cm).
2. Do prostokatow z podkladow przyklejamy ozdobny papier. Wstazke przycinamy na 4 czesci, 2 x 10 cm i 2 x 14 cm.
3. Do jednego z prostokatow przyklejamy dwie dluzsze wstazki- patrz zdjecie.
4. Czwarta i reszta fotografii z dalszej czesci jest troche malo zrozumiala, dlatego aby za bardzo nie komplikowac projektu, odsylam Was tutaj po instrukcje ;)

Magicznych chwil zycze :)

wtorek, 6 czerwca 2017

Przeglad bibliotekarski #2

Przedstawiam Wam kojejny przeglad bibliotekarski. Tym razem bedzie o ksiazkach z biblioteki, ktore udalo nam sie przeczytac w Maju. Zapraszam.


Bon czy ton. Savoir-vivre dla dzieci (Autor: Grzegorz Kasdepke, Wyd. Literatura)/ Filip, Pusia i nowy przyjaciel (Autor: Elzbieta Zubrzycka, Wyd. Gdanskie Wydawnictwo Psychologiczne)/ Aniolki kota Cagliostro. Kot w worku (Autor: Jaroslaw Mikolajewski, Wyd. Media Rodzina)/Siedmiu Wspanialych i szesc innych, nie calkiem nieznanych historii (Autor: Roksana Jedrzejewska-Wrobel, Wyd. Bajka)/ Rozga (Autor: Grzegorz Kasdepke, Wyd. Literatura)

"Rozga" to zdecydowanie moj faworyt. Bardzo, ale to bardzo podobala mi sie ta ksiazka. Madra, aczkolwiek niewesola ksiazka. To opowiesc o malym chlopcu, Kornelu. Wychowuje go mama i ojczym, tata mieszka w Londynie, zostawil mame jak jeszcze byla w ciazy. Mimo to, chlopiec odwiedza ojca w Anglii i zastanawia sie, dlaczego Babcia nazywa go tchorzem, skoro nic nie wskazuje na to, ze tata sie czegos boi... Kornel marzy o tym, aby na Boze Narodzenie dostac w prezencie psa. Na kilka tygodni przed swietami Kornel dostaje od ojczyma smycz, o ktora musi dbac i wyprowadzac kilka razy dziennie. Jesli dowiedzie, ze jest odpowiedzialnym chlopcem, mama z ojczymem zastanowi sie nad prawdziwym zwierzakiem. Zgodnie z umowa, chlopiec opiekuje sie codziennie smycza. Podczas spacerow zaprzyjaznia sie z emerytowanym nauczycielem. Bardzo szybko staje sie obiektem kpin swoich rowiesnikow... To ksiazka o dzieciecych marzeniach i ich urzeczywistnianiu. Ksiazka o zagubieniu doroslych i nielatwych decyzjach.

Mikolaj wsrod tej piatki najwyzsze noty dal "Siedmiu wspanialym". To zbior kilku opowiadan opartych na znanych bajkach, poruszajacych problemy bliskie wspolczesnym dzieciom. Ksiazka jak najbardziej terapeutyczna, uczaca prawdziwych wartosci, opowiadajaca o potrzebie akceptacji, szacunku i milosci. Polecam nie tylko dla dzieciom, ale i rodzicom.

Kasdepke uwielbiamy, ale Bon czy Ton jakos meczylismy... Mialam wrazenie, ze dla Mikolaja byla zbyt chaotyczna. Moze gdyby opisywane watki bylyby dluzsze byloby inaczej. Mimo to polecam i od razu informuje, ze po przeczytaniu ksiazki Mikolaj nie zamienil sie w bardziej kulturalnego czleka.

"Filip, Pusia i nowy przyjaciel" to pieknie zilustrowana, pelna ciepla opowiesc o przyjazni zajaczka, labedzia i psa- ich nowego przyjaciela. O poswieceniu, wiernosci, wspolpracy, rownosci, zlosci i wzajemnym szacunku. Zdecydowanie warto po nia siegnac.

I na koniec sympatyczny kot Cagliostro, ktory tym razem wzywa szostke mlodych detektywek do Katanii, na Sycylie. W przeciwienstwie do innych ksiazek z tej serii, tym razem jedynym winnym zaistalej sytuacji jest sam Cagliostro. Polecamy!


Moj Cien (Autor: Melanie Rutten, Wyd. Wytwornia)/ Basia i moda (Autor: Zofia Stanecka, Wyd. Egmont Polska S.A.)/ Basia i telewizor (Autor: Zofia Stanecka, Wyd. Egmont Polska S.A.)/ Ale ja tak chce (Autor: Beata Ostrowicka, Wyd. Literatura)/ Apollo 11. O pierwszym ladowaniu na Ksiezycu (Autor: Ewa Nowak, Wyd. Egmont Polska S.A.)

Ksiazek o Basi nie da sie nie lubic. My je po prostu uwielbiamy! Za ta niedoskonalosc przede wszystkim.

Apollo 11 to ksiazeczka z trzeciego poziomu serii "Czytam sobie- Polykam strony". Miko jak na razie czyta te z poziomu 1, wiec ta musialam przeczytac mu ja. Ksiazka opisuje pierwsza w ludzkosci wyprawe na ksiezyc poczawszy od przygotowan, startu, wyprawy i powrotu na Ziemie. Podobala sie Mlodemu, oj podobala, bo On lubi takie klimaty ;)

Przy czytaniu "Moj cien" bardzo sie wzruszylam, Mikolaj na szczescie mniej. To historia o dorastaniu dzieci i rodzicach, ktorzy pewnego dnia musza wypuscic je w swiat. Opowiada o potrzebie niezaleznosci, o akceptacji, o milosci. Przepiekne ilustracje i niezwykle madra tresc.

Po "Ale ja tak chce" powinien siegnac kazdy! Pouczajaca ksiazka o tolerancji, przyjazni i szacunku do innego czlowieka.


Aniolki kota Cagliostro. Syreni spiew (Autor: Jaroslaw Mikolajewski, Wyd. Media Rodzina)/ Bodzio i Pulpet (Autor: Grzegorz Kasdepke, Wyd. Nasza Ksiegarnia/Sama. Listy z piwnincy (Autor: Grzegorz Kasdepke, Wyd. Muza S.A.)/ Basia i narty (Autor: Zofia Stanecka, Wyd. Egmont Polska S.A.)/ Basia i biwak (Autor: Zofia Stanecka, Wyd. Egmont Polska S.A.)

"Sama. Listy z piwnicy", to kolejna juz ksiazka, gdzie dziecko jest wychowywane bez ojca... Zaczynam sie zastanawiac czy to teraz taki trend w dzieciecych ksiazkach? Ktos mnie moze oswieci o co biega?
Ksiazka zapada w pamiec, moze nie dziecka, bo mam wrazenie, ze forma jest zbyt skomplikowana, ale napewno rodzica. Glowna bohaterka jest mala Karinka, ktora cierpi z powodu rozpadu malzenstwa rodzicow. Jest samotna, ale nie tylko ona, jej mama rowniez. Opowiesc o Karince porusza bardzo trudny temat, o ktorym czasami ciezko rozmawiac z dziecmi. Warto.

"Bodzio i Pulpet" to ksiazka 'z jajem'. Jesli lubicie sie smiac, koniecznie po nia siegnijcie!

Cagliostro tym razem zabiera nas i swoje detektywki do Warszawy. W ksiazce procz detektywistycznego watku, dowiemy sie troche o historii miasta, poznamy legende o syrence i kilka turystycznych miejscowek. Mikolaj jest wielkim fanem tych ksiazek!

A o Basiach pisac nie trzeba, bo ilez mozna o nich pisac dobrych slow? Sa swietne! Tyle.


Detektyw Mis Zbys na tropie. Kosmos to za malo (Autor: Maciej Jasinski, Wyd.Kultura Gniewu)/ Zmyslacz  (Autor: Eliza Piotrowska, Wyd. Muza S.A.)/ O kroliku, ktory chce zasnac (Autor: , Wyd. Sonia Draga)/ Gdy pada deszcz. Przejscie (Autor: Zofia Stanecka, Wyd. Egmont Polska)/ Latajacy Smerf (Autor: Peyo, Wyd. Egmont Polska)

Z tej piatki absolutnym zwyciezca okazaly sie smerfy, ale nie byle jakie, bo w komiksowej wersji. "Latajacy Smerf" byl rewelacyjny! Przeczytalismy go jednym tchem na parkowej lawce od razu po wyjsciu z biblioteki. To zdecydowanie nie ostatni komiks z tej serii, ktory u nas zagoscil. Ta ksiazka rozsmieszy Was do lez! Polecamy i to bardzo, tymbardziej, ze teraz Smerfy przezywaja ostatnio swoja druga mlodosc.

Ciekawa bylam ksiazki "O kroliku, ktory chce zasnac", ktora uzyskala status swiatowego bestsellera. I co? Troche mnie rozczarowala. To niewatpliwie ksiazka inna niz wszystkie, ktora nalezy czytac stosujac sie do wskazowek autora. To ksiazka pelna psychologicznych sztuczek, ktore maja pomoc dziecku sie wyciszyc i zasnac. Poza niezrecznosciami jezykowymi, ktorych w opowiadaniu jest dosc sporo, wszechobecnym slowem "juz", ktore mnie troche draznio i ilustracjami, ktorych dziecko ma nie ogladac (po kija je tam umieszczali???) ksiazke jest znosna.
Jestescie ciekawi czy Mikolaj zasnal? Nie, ale musze przyznac, ze zaczal ziewac, a to juz cos.

"Zmyslacz" to madra ksiazka, na pewno warta uwagi i kolejna (!!!), ktorej bohaterem jest dziecko wychowywane przez jednego z rodzicow. Opowiada o Pawle, ktory wymysla nieprawdopodobne historie o swoim tacie- superbohaterze .
Pewnego dnia koledzy z klasy przylapuja go na zmyslaniu. Fikcja rowniez okazuje sie byc tata, ktorego Pawel nie ma. Od tamtej pory chlopiec zamyka sie w sobie, a w klasie robi sie nudno. Co sie dzialo dalej, nie zdradze, dodam tylko, ze ksiazka dobrze sie konczy.

"Detektyw Mis Zbys na tropie. Kosmos to za malo" to zabawny komiks opisujacy przygody pary detektywow. Po komiksie ze smerfami, ten wydal nam sie taki jakis ubogi.

"Gdy pada deszcz. Przejscie"- krotka, ale interesujaca fantastyczna opowiesc o malej Gai, ktora pewnego dnia, razem z swoja sasiadka- elfia krolowa wybiera sie do magicznej krainy. Piekne ilustracje!

wtorek, 30 maja 2017

Mikolajowe LEGO Party!

Kto nie odwiedza nas pierwszy raz, wie pewnie o maniakalnym wrecz zainteresowaniu Mikolaja klockami Lego, ktore staly sie glownym motywem jego urodzinowej imprezki. Nie moglo byc inaczej ;)
Lego party dla Mikolaja planowalismy przygotowac juz w zeszlym roku. Nie wyszlo. Dzien jego 5 urodzin spedzilismy w drodze do Polski. Na pocieszenie Ciocia J. zorganizowala dla Niego male przyjecie w Niemczech, a druga imprezke zrobilismy po dotarciu do Polski.
W tym roku udalo sie!
Na przygotowania nie mialam zbyt wiele czasu, bo decyzja o organizacji imprezy zapadla praktycznie na 2 dni przed dniem urodzin, a inicjatorka byla babcia M., ktora wiedzac, ze przyjezdzamy do niej na weekend zaproponowala by przyjecie odbylo sie u niej. Goscie mimo, ze zapraszani w ostatniej chwili spisali sie wspaniale i zjawili sie prawie w komplecie.
Impreza sie udala! Bylo cieplo, smacznie, wesolo i bardzo slodko.
No i byly tez prezenty, wszystkie trafione w 10, za ktore jeszcze raz wszystkim gosciom serdecznie dziekujemy.
Solenizant zadowolony, a to najwazniejsze!









Na stole dla dzieci:
Owocowy "tort"- truskawki, winogrono i arbuz wyciety za pomoca foremki w ksztalcie '6' przymocowane za pomoca wykalaczek do bazy, za ktora posluzyla nam polowa arbuza.
Ciasteczka szostki  (przepis na ciacha) z masa marcepanowa w ktorej wycisnelam plaska podstawe Lego. Brzegi udekorowalam kolorowymi kolorowymi lukrami.
Kwadratowe ciastka z Lego glowkami (przepis ten sam co u gory, ale z dodatkiem aromatu migdalowego) . Glowki namalowane za pomoca zoltego lukru w tubce i kolorowego lukru z torebki. Aby lukier zrobil nam sie bardziej zolty, dodalam do niego szczypte kurkumy. Oczka i usta namalowane gorzka czekolada za pomoca wykalaczki.
Mufiny (z kawalkami czekolady- przepis, bananowe- przepis). Kilka z nich z kremem z mascarpone. Glowki Lego znalezione w necie, wydrukowane i przyklejone do wykalaczek.
Piankowe Lego glowki- pianki zanurzone w zoltym lukrze z zoltym skitelsem na gorze przyklejonym za pomoca lukru w tubce. Buzki narysowane zielonym lurkem. Pianki umocowane na patyczkach do szaszlykow.
Lego woda- oderwalismy oryginalne etykietki i przykleilismy swoje, znalezione w necie.
Kompot rabarbarowy przygotowany przez babcie M.
Slomki udekorowane flagami Lego znalezionymi w necie.
Napis MIKO i 6 zbudowany z Lego duplo z ludzikami Lego city na gorze.

O menu dla doroslych zatroszczyla sie babcia M., ktora przygotowala przepyszne leczo, faszerowane cukinie i bigos z mlodej kapusty.
Procz tego zrobila dla Mikolaja znakomity tort biszkoptowy z kremem z mascarpone i owocami. Choc chcialabym, to niestety go nie pokaze, bo facjat na zdjeciu za duzo :)

poniedziałek, 29 maja 2017

Mikolaj ma 6 lat!


No i stalo sie! Od soboty mamy w domu 6-latka.
Pogodnego, inteligentnego, upartego chlopca, ktory zawsze ma swoje zdanie na kazdy temat.
Mikolaj, jak zreszta kazdy z nas ma swoje zainteresowania. Od 3 lat nieustannie kocha Lego! Uwielbia ksiazki, jazde na hulajnodze, podroze, nie pogardzi rowniez gra na ps4 w swoje Lego gry (Lego World i Lego Undercover robia furrore).
Uwielbia spiewac, liczyc i rymowac. Do samodzielnego czytania nie jest juz tak skory. Jest bardzo kreatywny i rzadny wiedzy. Jak cos go zainteresuje potrafi walkowac temat przez dlugie godziny. Na dzien dzisiejszy na tapecie jest kosmos i przyszlosc.
Ma doskonala pamiec! Pamieta doslownie wszystko i to z najmniejszymi detalami.
Miko dosc latwo nawiazuje kontakty z rowiesnikami, jest otwartym chlopcem. Lubi rzadzic i to nie tylko w domu, podczas zabaw z dziecmi rowniez.
Jego ulubiona bajka jest "Niech zyje Krol Julian", "Pingwiny z Madagaskaru", "Bylo sobie zycie" i "Byla sobie ziemia".
Nie cierpi pomidorow, kabanosow, salaty i naprawde jeszcze wielu rzeczy. Jest dosc wybredny w tym temacie. Uwielbia wszelkiego rodzaju kluski, tatowe nalesniki i mamina jajecznice.
Jest bardzo wrazliwy i czuly.
Kochany moj.
Wszystkiego najlepszego Synku! ♡

poniedziałek, 22 maja 2017

Jest pieknie ♡

Wychodze na balkon i widze to, czego tak bardzo nam brakowalo w Wielkiej Brytanii. Dobrej pogody.
Prawdziwej, pogodnej wiosny, ktora w ostatnich 2 tygodniach zdecydowanie bardziej przypomina lato niz ja sama.
Takiego charakterystycznego zapachu powietrza sie nie zapomina. Znam je, ale nie z Polski, tylko z wakacji i to z nimi mi sie kojarzy najbardziej.
Na wyspach rzadko kiedy mozna bylo doswiadczyc takiej pogody... Zima tam jest lagodniejsza, wiosna szybciej przychodzi, lato trwa okolo 2 tygodni, a reszta to jesien... Jednym slowem, slonca jak na lekarstwo (przynajmniej w North West), za to na wilgotnosc powietrza nie mozna narzekac, bo zwykle siega 70% przez okragly rok!

Takze teraz, taka wyposzczona, z duzym slonecznym deficytem, codziennie rano po zarknieciu przez okno, usmiecham sie sama do siebie. Tu jest pieknie, a ma byc jeszcze piekniej!
Choc w Polsce przywyklo sie do narzekania na klimat, na zmienna pogode, na to, ze za zimno, za goraco... ja narzekac nie mam zamiaru.
Ciesze sie cala soba, ze po 11 latach zycia pod warstwa szarych chmur przy sredniej letniej temperaturze +18, nareszcie bedziemy mieli slonca pod dostatkiem.
Korzystamy z tej pieknej aury, ale juz nie tak "na dzikusa", jak w Anglii, w obawie, ze zapewne koniec dobrej pogody jest juz blisko, tylko ze spokojem, bo wiemy, ze najlepsze jeszcze przed nami :) Lato przybywaj! 



poniedziałek, 15 maja 2017

I w koncu przyszedl MAJ

Taki idealny. Bardzo wyczekiwany, sloneczny i cieply. Z dmuchawcami, ogorkami malosolnymi, lodami i kwitnacym bzem. Zielony Maj, z krotkim rekawkiem, otwartym balkonem, pozytywnym mysleniem, wewnetrzna energia i ochota na zrobienie czegos fajnego! Uwielbiam taki Maj i to uczucie, ze jeszcze troche, troszeczke i zagosci u nas lato!
Koncowke kwietnia i pierwsze majowe, jeszcze chlodne dni spedzilismy na Podlasiu. Pobylismy troche czasu z najblizszymi i nareszcie udalo nam sie doprowadzic do stanu uzytkowania nasza kamperowa toyote, ktora po zeszlorocznej malej kolizji cierpliwie czekala na wymiane przedniego grila.
Przez ostatnie osiem dni bujalismy sie w Wielkopolsce, u moich rodzicow. Zrobilismy sobie wagary od codziennosci, od obowiazkow, od Mikolajowego angielskiego... To byl wyjazd inny niz wszystkie, bo bez J., ktory po 2 dniach musial wracac do Warszawy. Zostalam wiec z Mikolajem sama... pierwszy raz od szesciu lat rozstalismy sie na tak dlugo! Na emigracji raczej nie praktykowalismy tego typu wyjazdow, stad tez uczucie 'innosci', ktore nam towarzyszylo. Fajnie bylo zatesknic, odpoczac od siebie i pobyc w rodzinnym domu. Zdecydowanie polecam taka kontrolowana separacje ;)
Najwazniejszym wydarzeniem tych dni bylo opanowanie przez Mikolaja jazdy na rowerze bez dwoch bocznych kolek. Proby zaczelismy w zeszlym roku, ale z takim uparciuchem nie bylo latwo ;) Poddalismy sie. Za to teraz poszlo naprawde szybko, Miko po prostu wsiadl na rower i pojechal! Brawo!
Byl pierwszy gril w tym roku, zabawy w piasku, na hustawce i blogie nicnierobienie...
Wracalismy pociagiem i to tez byla nie lada atrakcja dla Mlodego, bo choc kilka krotkich przejazdow koleja ma juz za soba, to takich 3 godzinnych jeszcze nie przezyl.
A dzisiaj powrot do codziennosci.
Schnie czwarte pranie, mieszkanie ogarniete, zakupy zrobione... wszystko na swoim miejscu, bo jak to Miko skomentowal po powrocie, Tata dal sobie na luz z obowiazkami. I mial chlopak racje, bo bylo co robic ;)

Fredi, roczny rozpieszczny uparciuch :)

3-tygodniowe ogrodowe tulipany



Domek na drzewie zamieszkiwany przez Frediego

W pociagu...

czwartek, 27 kwietnia 2017

Przeglad bibliotekarski #1

Mikolajowi czytam codziennie, zwykle wieczorem na dobranoc.
Ze wzgledu na ceny ksiazek, ktore niestety do niskich nie naleza (przy 20-25 sztukach miesiecznnie robi nam sie juz spora suma), na poczatku tego roku zapisalam Mlodego do biblioteki- trzeciej w jego czytelniczej karierze, ale pierwszej w Polsce. Odwiedzamy ja srednio raz w tygodniu i za kazdym razem znajdujemy jakies perelki. Pan bibliotekarz juz dobrze zna Mikolaja, zawsze probuje mu pomoc w wyborze ksiazek, wie jakie go interesuja, niektore poleca. Taki bibliotekarz z powolania. Miko chetnie gosci w tym miejscu, co przeogromnie mnie cieszy!
Raz w miesiacu bedziemy przedstawiac Wam ksiazki, ktore przywedrowaly do nas z naszej lokalnej biblioteki. Wiekszosc z nich znaleziona zostala przez Mikolaja... A Mlody ma w czym wybierac, bo dzieciecy ksiegozbior, z ktorgo korzystamy ma az 17500 pozycji! Na poczatek ida nasze kwietniowe ksiazkowe znaleziska.


Z tata w przyrode (Autor: Wojciech Mikoluszko, Wyd. Multico)/ Emil i ciasto na kluski (Autor: Astrid Lindgren, Wyd. Zakamarki)/ Prezent dla Cebulki (Autor: Nillson Frida, Wyd. Zakamarki)/ Mis zwany Paddington (Autor: Michael Bond)/ Lenka, Fryderyk i podroze (Autor: Olga Masiuk, Wyd. Literatura)

Na wyroznienie na pewno zasluguje "Prezent dla Cebulki" i "Lenka, Fryderyk i podroze", ktore bardzo polecam. Cebulke chyba juz kazdy zna, wiec przedstawianie tej ksiazki wydaje mi sie zbedne. Mikolajowi bardzo przypadla do gustu i z niecierpliwieniem czekal na kolejne losy chlopca.
A Lenka i Fryderyk? Ktos zna? To dwojka przyjaciol mieszkajacych w Przeleczy. On kocha ksiazki, ona podrozowac. Pewnego dnia, ich drogi sie rozchodza. Lenka rusza w kolejna wyprawe, podczas ktorej ulega wypadkowi. W szpitalu siega po ksiazke... potem druga, trzecia... W tym czasie Fryderyk udaje sie w swoja pierwsza podroz... To ksiazka o wielkiej przyjazni, o podrozach i realizowaniu wlasnych pasji. Bardzo lekka i przyjemna.
"Emil i ciasto na kluski" choc bardzo krotka, to dosc fajna lektura... Emil ma ewidentnego pecha! Za kazdym razem, kiedy probuje zrobic cos dobrego, wychodzi mu z tego psota, za ktora zamykany jest przez rodzicow w drewutni. Tam struga drewniane ludziki, ktorych liczba siega juz 100... To ksiazka o dobrych checiach i wielkim niezrozumieniu swiata dzieciecego przez doroslych.
Paddington'a czytalo nam sie w miare dobrze, choc przyznam, ze Mikolaj nie przepada za ksiazkami z mala iloscia ilustracji.
"Z tata w przyrode" to dziennik pisany przez tate trojki maluchow, opisujacy wyprawy na lono natury. Duzo informacji, sporo odpowiedzi na nurtujace dzieci pytania i fantastyczne ilustracje Tomasza Samojlika.


Kajtek, uwazaj! Maly milosnik zaklada okulary (Autor: Jennifer Berne, Wyd. Proszynski i S-ka)/ To nie jest las dla starych wilkow (Autor: Tomasz Samojlik, Wyd. Kultura Gniewu)/ Aniolki Kota Cagliostro. Szklane oczy (Autor: Jaroslaw Mikolajewski, Wyd. Media Rodzina)/ Basia i kolega z Haiti (Autor: Zofia Stanecka, Wyd. Egmont)/ Basia i remont (Autor: Zofia Stanecka, Wyd. Egmont)

Cala piatke oceniam na 5+!
Baska podbila Mikolajowe serce, do tego stopnia, ze do przeczytania calej serii, brakuje nam doslownie kilku pozycji! Basie uwielbiamy! Ja przede wszystkim za to, ze pokazuja zycie takim, jakie jest! Tam nie ma cukierowego macierzynstwa i super grzecznych dzieci! Tam mamie zdarza sie krzyknac czy przeklnac... a dzieciom wywrocic dom do gory nogami!
"Aniolki Kota Cagliostro. Szklane oczy" wzielismy na probe i to byl strzal w dziesiatke! To sympatyczna detektywistyczna opowiesc o kocie i szesciu dziewczynkach pochodzacymi z szesciu roznych panstw. Wciagajaca!
"Kajtek, uwazaj! Maly milosnik zaklada okulary" szczegolnie polecam dzieciom, ktore musza nosic okulary, a nie do konca im sie to podoba. Kajtek to szpak, ktory boryka sie z problemami ze wzrokiem. Po wizycie u okulisty zaklada na swoj nos swoje pierwsze okulary. Jest nimi zachwycony, ale inne szpaki zaczynaja z niego drwic. Fajna historia z dobrym zakonczeniem. 
"To nie jest las dla starych wilkow" to pelen dowcipu, latwy do zrozumienia i przyjemny komiks.
Nie raz podczas czytania Mikolaj wybuchal smiechem, takze jesli szukacie czegos "z jajem" ta pozycja jest idealna.


Chichotnik, czyli ksiega smiechu i usmiechu (Wyd. Literackie)/ Chusta babci (Autor: Lind Asa, Wyd. Zakamarki)/ Aniolki Kota Cagliostro. Usmiech Bambola (Autor: Jaroslaw Mikolajewski, Wyd. Media Rodzina)/ Zawila historia niesfornego Kacperka (Autor: Katarzyna Michalec, Wyd. Adamada)/ Podroze Guliwera (Autor: Jonathan Swift; Audiobook, czyta Leszek Filipowicz)

"Chusta babci" to smutna ksiazka, a mimo wszystko jest moim faworytem wsrod tej piatki. Odowiada o przyjazni i probie zrozumienia tego co niezrozumiale. Ksiazka w bardzo delikatny sposob przybliza dziecku temat smierci... Czytajac ja autentycznie zrobilo mi sie przykro. Po tej lekturze mozna sie spodziewac wielu pytan ze strony dziecka.
"Aniolki Kota Cagliostro. Usmiech Bambola"- nie zawiodla nas i tym razem!
"Chichotnik, czyli ksiega smiechu i usmiechu" to zbior najzabawniejszych wierszy najlepszych polskich poetow. Przepieknie ilustrowana!
"Podroze Guliwera". Szukalam sluchowiska "Guliwer w krainie liliputow" czytanego przez Franciszka Pieczke, ktore pamietam z dziecinstwa, ale niestety w naszej bibliotece znalazlam tylko audiobook. Miko przesluchal calosc, ale czy sie zakochal w przygodach Guliwera tak jak ja 30 lat temu? Chyba nie.
"Zawila historia niesfornego Kacperka"- przeczytalismy, ale jakos nam sie ciagnela...


Przygoda z malpka  (Autor: Stefania Szuchowa, Wyd. Nasza Ksiegarnia)/ Straszna ksiazka czyli upiorna zabawa w rymy  (Autor: Malgorzata Strzalkowska, Wyd. Czarna owca)/ Aurelka czyli wielkie hece malej swinki (Piotr Rowicki, Wyd. AMEA)/ Aniolki Kota Cagliostro. Zwycieski kon (Autor: Jaroslaw Mikolajewski, Wyd. Media Rodzina)/ Klopoty Komendanta Roka (Autor: Kazimierz Szymeczko, Wyd. Literatura)

5+ wedruje do "Straszna ksiazka czyli upiorna zabawa w rymy".
Bohaterami sa straszydla, duchy i upiory, ktore potrafia rozbawic kazde dziecko. Podczas czytania odgadujemy brakujace rymy, z ktorymi Mikolaj nie mial zadnego problemu.
"Przygoda z malpka" to historia malego chlopca, ktory gubi sie w tlumie... Pomocy szuka u milicjanta (tak, tak milicjanta), ale niestety nie wie jak ma na imie, nazwisko i gdzie mieszka. Podobala nam sie ta prosta historia z madra przestroga. 
"Aurelka czyli wielkie hece malej swinki"- bardzo pozytywna, zabawna i lekka ksiazka. Czy czegos uczy? Raczej nie, na prozno doszukiwac sie w niej jakichs madrosci...
"Aniolki Kota Cagliostro. Zwycieski kon"- kolejny raz. Chcemy wiecej! A wiemy, ze w bibliotece sa jeszcze dwie ksiazki z tej serii, wiec z kotem Cagliostro jeszcze sie nie rozstajemy.
"Klopoty Komendanta Roka" okazala sie troche trudna. Pewnie starsze dzieci orientujace sie bez problemu w kalendarzu i znajace polskie tradycje polubia komendanta Roka, jednak dla Mikolaja pozycja byla nieszczegolnie ciekawa, choc z kazdym kolejnym rozdzialem bylo lepiej. Przeczytalismy do konca, ale jakiegos wielkiego entuzjazmu podczas czytania ze strony Mlodego nie zaobserwowalam.  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...