poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Kwalifikacje do bycia mama

Pamietam czas zanim urodzil sie Mikolaj. Te tysiace pytan jakie mialam... Absolutnie nie wiedzialam jak to bedzie, kiedy zacznie nas byc o sztuke wiecej.  
Zadawalam sobie typowe dla tego okresu pytania: czy damy rade, czy bedziemy dobrymi rodzicami…
 
Angielska praktyka porodow pozwala na wyjscie ze szpitala juz kilka godzin po przyjsciu na swiat dziecka. Mielismy okazje doswiadczyc tej praktyki i tak, jak zaproponowal personel szpitala, po 6 godzinach po porodzie wrocilismy do domu. Z perspektywy czasu, nawet sie z tego powodu ciesze. Malec nie mial przynajmniej zoltaczki jak wiekszosc noworodkow., opuszczajacych szpitalny prog.  
Pamietam ten wieczor, kiedy wrocilismy do domu. Nawet mieszkanie bylo dla mnie jakies inne. Patrzylismy na Synka i oboje plakalismy ze szczescia, ze On jest z nami. 
Taki maly, taki sliczny i taki nasz, tylko nasz. Najwspanialsza rzecz jaka udalo nam sie stworzyc razem- nasze dzieciatko.
Bylam bardzo obolala. Oboje bylismy przejeci nowa rola. 

Postanowilismy, ze nie bedziemy zapraszac rodziny przez pierwsze tygodnie zycia Malca. Chielismy miec te chwile tylko dla siebie. Chcielismy jako pierwsi poznac naszego Syna i samolubnie dzielic ten czas tylko miedzy soba. 
Bylo tak, jak zaplanowalismy. Pierwsze odwiedziny mialy miejsce dopiero w czwartym tygodniu zycia. 

Czasami bylo ciezko, ale dalismy rade. Z dnia na dzien stalismy sie swiadomymi rodzicielstwa ludzmi.

Sledzac rozne historie blogujacych mam, doszlam ostatnio do pewnego wniosku- kobiety sa kameleonami. Sa herosami, ktorzy potrafia z dnia na dzien, bez uprzedniego przygotowania wywrocic swoj swiat i mimo wszystko funkcjonowac. Potrafia stawic czolo najciezszym wyzwaniom. Juz za samo przyzwolenie przejscia dziecku przez kanal rodny, ktory badz co badz nie jest prostym kanalem do przebycia (brawa dla noworodkow za uporczywe dozenie do celu!), naleza nam sie pochwaly. I nie twierdze tutaj, ze porod czyni mnie cenniejsza, ale napewno nieco twardsza istota, bo bol jakiego wtedy doswiadczylam byl naprawde bolem nie do opisania. Zwienczenie jednak bylo warte przejscia przez ten kilkunasto- godzinny maraton. Dzien przyjscia na swiat upragnionego dziecka to jednak poczatek. Juz nastepnego dnia, zmeczenie przybiera postac typu constans. Jest jak blizniacza dusza, towarzyszaca nam w kazdej sekundzie zycia. Bez zadnej wczesniejszej praktyki, bez kursow kobiety zaczynaja robic cos, czego wczesniej nie mialy okazji doswiadczyc. Zaczynaja sowie zycie. Nie spia po nocach, a mimo to nastepnego dnia potrafia zajac sie dzieckiem, pojsc na zakupy, ugotowac obiad, posprzatac i jeszcze z usmiechem na twarzy potrafia opowiedziec anegdote o smierdzacej kupie maluszka (co gorsza, zdarza sie nawet pogrzebac w takim dzieciecym odchodzie). Jestesmy niezniszczalne! 
Swiadomosc tego, jakim darem obdarzyla nas natura daje mi powod do bycia szczesliwej z faktu, ze naleze do tak zacnego grona, ze jestem kobieta, ktorej duma z wlasnego dziecka przewyzsza nawet najwyzsze gory! 
Ciesze sie, ze zycie dalo mi mozliwosc przezycia tego wszytskiego. I nawet jesli czasami jest ciezko, bo nie ukrywam, ze jest, to cale to zmeczenie znika po zerknieciu na mojego kochanego Synka. I powiem wiecej, jestem w stanie przezyc takich miesiecy duzo wiecej dla widoku tego malego Szkraba.

31 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziekuje :)
      No i po stokroc wdzieczna jestem za maila!!!

      Usuń
  2. pięknie napisane :) dziecko jest cudownym darem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najcudowniejszym z cudowniejszych ;)

      Usuń
  3. po 6 godzinach bylas w domu ?? :) jak to ? ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Jesli z mama i malenstwem jest wszystko ok oraz nie ma zadnych przeciwskazan, placowke mozna opuscic juz kilka godzin po porodzie.
      Nas wypisano ze szpitala po 6 godzinach obserwacji, choc ten czas waha się w Anglii i zalezy od placowki i stanu zdrowia matki i dziecka.

      Usuń
  4. zazdroszczę ! po 6h w domu ! nas jeszcze dzień dłużej przetrzymali :/ ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sa plusy i minusy takiego wczsnego powrotu do domu.
      Duska, a Wy na wyspach mieszkacie?

      Usuń
  5. Cudownie i wzruszająco to napisałaś. Przypomniało mi się, jak wróciliśmy ze szpitala do domu, postawiliśmy fotelik samochodowy ze śpiącą dzieciną na kanapie, usiedliśmy obok i patrzyliśmy na siebie z mężem wielkimi oczami z pytaniem : I co teraz? To niezapomniane chwile!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To niesamowite wspomnienie, kiedy taka mala dziecinka wkracza w nasz swiat. Wszystko jest nowe i nieznane, ale i piekne zarazem.

      Usuń
  6. przepieknie to napisałaś:) fakt babki sa nieugiete, super wytrzymale, jak pomyślę o moim mężu który po jednej nocy zarwanej wygląda jak smerf :D Myślę sobie co by było gdyby karmił piersią, niespał całą noc trzymając mała bo ząbkuje, bo ma katar, bo... Jestesmy WIELKIE:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj faceci, faceci...
      Po tygodniu, z wycienczenia pewnie pod kroplowka by skonczyli ;)
      Tak jak napisalas, wielkie z nas stwory i tyle!

      Usuń
  7. Dzięki tobie poczułam się wyjątkowa:), choć w sumie zupełnie normalna bo jak każda matka robię to samo, ale tak jakbym została doceniona. Pięknie to wszystko opisałaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to niezmiernie i mam nadzieje, ze to poczucie nie zniknie szybko!
      Kazdego dnia odwalamy naprawde kawal dobrej roboty :)

      Usuń
  8. Piękny wpis :-) Też miałam to uczucie, że mieszkanie po przybyciu z dzieckiem jest jakieś inne :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje :)
      Dziwne bylo to uczucie zwiazane z innoscia lokum...ciezko opisac co wtedy czulam.

      Usuń
  9. a my spedzilismy w szpitalu 4 dni i tez nie mielismy żółtaczki :-p i cieszę się że tak długo byliśmy bo 4 dni nie musialam gotowac. prze cztery dni mialam malca praktycznie tylko dla siebie 1 pielegniarki na zawolanie! :-)
    natomiast mimo braku rodziny w UK, odzwiedziny i tak nas nie minely: chmara znajomych odwiedzala nas co 2 dzien :-/ juz po tygodniu.. koszmar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przez dwa tygodnie po porodzie prawie do kuchni nie wchodzilam. J dzielnie sprawowal piecze nad garami.

      My jeszcze przed porodem informowalismy znajomych o naszych zamiarach zwiazanych z "prywatnoscia poporodowa", uszanowali prosbe. Zjawili sie po kilku tygodniach, po wizytach rodzin.

      PS Synka mam praktycznie dla siebie od dobrych 10 miesiecy ;)

      Usuń
  10. W kwestii pozostawania w szpitalu ja cieszę się, że byłam tam aż tydzień. Przede wszystkim w drugiej dobie Tymek dostał bardzo silnej żółtaczki (żółtaczka fizjologiczna nie jest zakaźna, więc pobyt w szpitalu nie ma na nią wpływu) i od trzeciej doby był naświetlany. Gdybyśmy wrócili do domu, musielibyśmy jechać do szpitala na oddział dziecięcy do innego miasta, w naszym jest tylko porodówka i tym samym nie mogłabym być tam z dzieckiem cały czas. Poza tym, w drugiej dobie dostałam silnego krwotoku, choć wszystko po porodzie wyglądało prawidłowo i lekarze ciągle mnie obserwowali, bo traciłam zbyt dużo krwi. Co do odwiedzin, ja nie mogłam się ich doczekać, zarówno tych szpitalnych jak i domowych, byłam taka szczęśliwa i dumna z Tymka, że chciałam się nim chwalić przed całym światem :>> P.S. Bardzo, bardzo trafny post!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak wyzej pisalam, sa plusy i minusy tak wczesnego opuszczania szpitala. Napewno plusem jest fakt, ze kobieta po porodzie moze troche odpoczac i tak jak w Twoim przypadku wystapienia komplikacji jest mozliwosc szybkiej reakcji.
      Oj, ja tez chcialam sie chwalic :) Wyslalam wtedy dziesiatki mmsow :)

      Usuń
  11. Wzruszajacy post. Dokladnie to samo myslimy z mezem ze przyniesiemy malenstwo do domu (tez wolalabym te 6 godz jezeli wszystko bedzie ok) i tak sobie siadziemy i wpatrujemy sie i nie wiemy co dalej czynic:D przerazajaca tylko (z punktu widzenia mum-to-be) jest ta czesc dotyczaca bólu przy porodzie:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ból jest do przejścia ;) a kiedy kładą Ci maluszka na brzuszek, takiego dopiero co, świeżutkiego i nowiutkiego, przestajesz czuć jakiekolwiek ból, a dostajesz taki zastrzyk endorfin, że hej :D
      świetny post. tak, zmęczenia jest dużo, zwłaszcza na pooczątku. ale też każdy organizm inaczej dochodzi do siebie. niektóre kobitki całkiem nieźle się trzymają ;) potem się człowiek przyzwyczaja, zaczyna pić kawę... ;) my też nie chcieliśmy odwiedzin na początku, też chcieliśmy sami poznać nasze dzieciątko, nie żeby ktoś nam pokazywał jak i co mamy robić. zwłaszcza że nasz pobyt w szpitalu był niestety sporo dłuższy. tak że zazdroszczę 6 godzin ;)

      Usuń
    2. Aga, jest dokladnie tak jak Ester pisze. Jak poczujesz Swoje malenstwo na brzuszku, caly bol mija. Ja niestety dlugo nie cieszylam sie Synkiem, po kilku sekundach wzieli mi Go, bo byl owiniety pepowina i nie plakal....
      Na szczescie to byly tylko setne sekund...dostal 7 punktow w piwrwszej sekundzie, w 3 juz 9, pozniej dyszke :)Nie boj sie, bedzie dobrze!

      Ester, to fakt, poczatki bywaja ciezkie. Praktyka czyni mistrza!

      Usuń
  12. Pięknie to napisałaś, aż dostałam skrzydeł i urosłam z dumy że jestem kobietą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawidlowo :) Rosnij Mili kazdego dnia z rana!

      Usuń
  13. Cudny post!! Też bym chciała mieć jak najdłużej święty spokój, ale już teściowa zapowiedziała, że ona do szpitala jeszcze przyjdzie jak najszybciej... nawet do głowy nie przyszło jej spytać czy sobie tego będę życzyła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas z odwiedzinami rodziny bylo duzo latwiej, poniewaz byli ponad 1700km od nas. Bilety byly zabukowane na 4 tygodnie po porodzie.
      Pozdrawiam

      Usuń
  14. Pięknie napisane :) Ja się cieszyłam z odwiedzin najbliższej rodziny - nie mogłam się doczekać kiedy moi rodzice i teście poznają nasze dzieciątka :) Odwiedzili nas jeszcze w szpitalu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie moglam sie doczekac az im pokaze naszego swierzo narodzonego Synka :) Tata przesylal im codziennie zdjecia.

      Usuń
  15. Mi też podoba się to, co napisałaś. Ostatnio czytałam cykl rozmów pt. " Jeszcze dzisiaj nie usiadłam"... Nie, nie było to o mamach, ale tytuł tak mi zapadł w pamięci i jest tak odpowiedni na każdy dzień z moim synkiem, że łapię się na powtarzaniu go kilka razy dziennie:-)

    Po 14 miesiącach od narodzin dziecka nadal nie wiem, jak to się wszystko kręci. Masz rację, jesteśmy kameleonami!

    Pozdrawiam Cię baaardzo ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe.. ja czasami siadam dopiero popoludniu, oczywiscie jesli synowa drzemka usiasc da.
      Tez nie wiem jak to sie kreci, od 11 miesiecy nie znalazlam czasu zeby sie zastanowic nad tym :)
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń

DZIEKUJE ZA KOMENTARZ!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...