poniedziałek, 21 stycznia 2013

Panie i Panowie- buntu czas zaczac!

Jakis czas temu przeczytalam wypowiedz pewnej mamy, ktorej udalo sie urodzic dziecko silami natury. Uwazala, ze kobiety po cesarskim cieciu nie powinny w ogole wypowiadac sie na temat porodu, bo tak wlasciwie malo o nim wiedza. Przyznam sie bez bicia, ze przez krotki czas po porodzie tez tak twierdzilam (ale ta opinia nie przeszkadzala mi myslec o CC przy kolejnym dziecku). Z perspektywy czasu jednak mysle, ze moje zachowanie bylo wywolane pewna heroiczna postawa… ze udalo mi sie… ze mimo tego wielkiego bolu dalam rade urodzic mojego pieroworodnego Syna i to tylko “na gazie”... Wstyd mi teraz troche za to niepoprawne myslenie dyskryminujace pewna czesc mam, ale ciesze sie, ze doroslam do zmiany mojej opinii, a za moja szczerosc przepraszam.
Otoz to, w jaki sposob urodzilysmy nasze dzieci kompletnie nie ma znaczenia! SN czy CC- co za roznica? I tak wszystko wyjdzie w praniu, bo dlugofalowy proces wychowania  jaki nas czeka ukaze wszystkie nasze wady i zalety. To jak kilkunastoletnie studia z pedagogiki polaczonej z psychologia, z wieloma kolokwiumami, masa egzaminow. Tylko na koniec zmiast pisania, nasza prace mamy juz gotowa – mamy uksztaltowanego przez nas mlodego czlowieka.
I jesli pozytywnie zaliczalismy kolejne sprawdziany to czlowiek ten bedzie madry i inteligentny o wysokim poczuciu wlasnej wartosci, ale przede wszystkim szczesliwy. Jedno nalezy pamietac, na poprawki egzaminow nie mamy co liczyc… szanse mamy tylko jedna.
Na kazdym z rodzicow lezy przeogromna odpowiedzialnosc, bo to od nas zalezy kim bedzie nasze dziecko.
To olbrzymia lekcja dla nas, lekcja rodzicielskiej cierpliwosci i wyrozumialosci oraz fizycznej wytrzymalosci.
I w sumie caly ten proces idzie wmiare gladko do momentu, kiedy nasz szkrab nie zrozumie znaczenia slowa “nie”.
Wtedy zaczyna sie maly hardcore… Panie i Panowie- buntu czas zaczac!

Jak grom z jasnego nieba pojawil sie u nas niesforny bohater.
Bohater mimo, ze malych rozmiarow i anielskiej urody, do domu wprowadzil niewielki chaos wybierajac sobie slowo “NIE” jako to najbardziej kochane. Juz od dobrych kilku dni nie sposob nie zauwazyc charakterystycznych zachowan dla okresu noszacego hucznie brzmiaca nazwe buntu dwulatka, ktory tylko teoretycznie ma byc okresem przejsciowym, a w rzeczywistosci przeistacza sie w bunt trzylatka, czterolatka, pieciolatka, potem jeszcze inne by wkoncu w wejsc w okres mlodzienczego buntu, w ktorym to nasze dziecko osiagnie pelnoletnosc i w nosie bedzie mialo nasze uwagi czy zakazy.
Na dzien dzisiejszy czestotliwosc wystepowania “atakow nieniowania” nie jest bardzo czesta, aczkolwiek na tyle czesta by zdac sobie sprawe z tego, ze czas zabawy sie skonczyl, a teraz wypadaloby zaczac powaznie wychowywac.
Szkrab co chwila mnie testuje, a ja walcze jak moge… cierpliwie tlumacze, znosze krzyki i czasami histeryczne placze, bo czegos nie wolno. I przyznam szczerze, ze cierpliwosci czasami brakuje, kiedy to dziecie po raz senty swymi malutkimi paluszkami wlacza i wylacza guziczki telewizora/x boxa czy atakuje klawiature laptopa… Prosby i tlumaczenie czasami odnosza skutek przeciwny od oczekiwanego…
Czasami sie zatrzymuje i zastanawiam, gdzie sie podzial moj anielski Mikus?

PS Detale rowerowej zabawy wkrotce. FAIL- nie udalo mi sie przygotowac postu. 

27 komentarzy:

  1. Ej, no ale odnosząc tę wypowiedź TYLKO do porodu, to ta mama miała rację.
    Ja miałam cesarkę (nagłą) w znieczuleniu ogólnym i de facto nie wiem, jak to jest urodzić dziecko. Tak samo, jak mama rodząca naturalnie nie wie, jak to jest mieć cesarkę iże to wcale nie jest taki miód. I tyle, nie demonizowałabym tej wypowiedzi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie racja, ale nie wszytskie cesarki sa planowane. Czasami kobiety probuja rodzic silami natury, a pozniej pada decyzja o cieciu.

      Usuń
  2. Słowo nie może kiedyś mu przejdzie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ wstrzeliłaś się z tematem... u mnie jutro o tym samym :))) bunt... ech, gdzie są te nasze bezskrzydłe anioły... no gdzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie napewno zajrze do Ciebie przy okazji nastepnego postu :)

      Usuń
  4. ja wiem, czy to bunt dwulatka, E daleko do dwóch lat, a niekiedy im bardziej nie wolno tym lepsza zabawa.
    siła charakteru, testowanie, kto dłużej wytrzyma.
    przejdzie.
    mi też czasami nerwy puszczają, cierpliwość jest naciągnięta jak diabelska struna.
    damy radę.
    u nas już widzę efekty.
    konsekwencja przynosi rezultaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest roznica miedzi Mikolajowym nie sprzed kilku miesiecy, a tym teraz.
      Teraz “nie” jest bardziej stanowcze, a gdy ono nie przynosi oczekiwanego efektu jest afera.
      Pewnie, ze damy rade! Jak trzeba, to trzeba ;)
      Buziaki!

      Usuń
  5. Cieszę się, że jednak nie dyskryminujesz mam które urodziły przez cc :) Ja niestety zaliczyłam dwa razy cc i jeżeli kiedyś jeszcze będę w ciąży to niestety znowu zakończy się to prawdopodobnie przez cc. Zazdroszczę mamom, które mogą rodzić siłami natury. Co do buntu dwulatka pamiętam i nie tesknię do tego etapu ;) Chociaż bunt 3-latka wspominam dużo gorzej ;) Później jest już łatwiej bo można już często się z dzieckiem dogadać, dowiedzieć o co chodzi i wytłumaczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mnie pocieszylas ;) Mam nadzieje, ze okresy jakichkolwiek buntow przejdziemy bezproblemowo.
      Praktyka czyni mistrza, takze licze na to, ze z dnia na dzien bedzie tyllko lepiej.
      I tak jak piszesz, jak juz mozna sie dogadac z malcem sprawa wyglada o niebo lepiej.

      Usuń
  6. Witaj w świecie matek na wykończeniu. I sobie buźkę uśmiechniętą dodam na koniec, bo mnie to już nie martwi :)
    Mój syn potrafi pół godziny leżeć zaglucony na podłodze i wyć. Wyrodna matka wcale go z podłogi nie podnosi, ale daje się wyżalić. Zero reakcji - mojej, nie syna, bo on co chwilę łypie na mnie okiem i sprawdza, czy jest jakaś zmiana w moim zachowaniu. Półtora roku starsza córka ignoruje to ze stoickim spokojem, mąż wychodzi, bo nie daje rady, a ja trwam w spokoju i mam uśmiech na twarzy. Bo dzięcku złego się nic nie stanie, a sporo się nauczy. Rządzić może swoimi klockami, ale nie całym domem. I o ile do fatalnie wszystko brzmi, w zasadzie ma łagodny przebieg, a my wcale nie jesteśmy potworami. Koniec końców takie sytuacje zdarzają się raz na kilka tygodni, ale na dworze czy w sklepie nigdy. Dziecko uczy się różnych zachowań, również logicznego myślenia... I nie wiem, co mógłby mieć do rzeczy fakt, że syn urodził się przez CC. Żadna ze mnie chrześcijanka-męczennica, żeby móc przez resztę życia chełpić się poniesionym poświęceniem :)
    Pozdrawiam serdecznie
    Lucy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam Cie, bo sztuka jest zostawic tak lezace na podlodze dziecko i pozwolic mu na zaglucenie. Konsekwencja przede wszystkim, a ja niestety musze sie jeszcze wiele nauczyc. Chcialabym byc zawsze konsekwentna, ale czasami serducho mi sciska i lamie sie w takich sytuacjach… Buntownik da mi okazje popraktykowac troche ;) Pozdrawiam cieplo.

      Usuń
    2. Gdybyś miała małe dzieci z mniej niż półtoraroczną różnicą wieku, też byś była konsekwentna :)
      Jestem pewna, że mając tylko córkę, dałabym sobie wejść na głowę na maksa

      Usuń
  7. :) ja miałam cc, ale nie dlatego, że chciałam, a dlatego, że po 8 godz. męczarni (myślałam, że wykorkuję, a i tak byłam po 2 dobach skurczy przepowiadających :( ) przyszedł ordynator oddziału (niedziela rano) i pow., że natychmiast mam mieć cesarkę :( młody lekarz przez całą noc wymyślał niestworzone rzeczy, zamiast od razu steierdzić, że mały jest źle ułożony :((( aż boję się myśleć, co by było gdyby ordynator nie przyszedł... potem się dowiedziałam, że w tym szpitalu unikają cesarek i młodzi lekarze boją się kierować na nie kobiety... no cóż... dla mnie było to zagrożenie życia. A sama wiadom., że jadę na cesarkę spadła na mnie tak szybko, że już miałam same najgorsze myśli... jechałam na salę operacyjną, a oni mi w biegu dokumenty do podpisania dawali... straszne przeżycie, choć sama cesarka nie była zła :) tak jak mnie wcześniej straszyli zastrzykami w kręgosłup, tak ja czułam ulgę, bo przestawałam czuć te okropne skurcze, które nie dawały mi spokoju 3 doby... tak więc poród przeszłam dwuetapowo. Traumę mam do dziś i boję się kolejnego porodu... na poczatku miałam takie myśli, że jestem jakaś inna, bo nie urodziłam naturalnie, ale to los za mnie zadecydował. Nie było możliwości, by Krzyś wyszedł sam - nazwali to dysproporcją czaszkowo-miednicową :( A co do buntu - znam... :) bardzo dobrze. Kiedyś nazywałam to buntem dwulatka, trzylatka... czterolatka... ale to chyba cecha mojego Synka. Ma bardzo silny charakter i zawsze swoje zdanie. Ciężka sprawa, ale jakoś dajemy radę. Nie to żeby był jakimś niegrzecznym dzieckiem (bo jest też b. uczuciowy), ale charakterek ma nieprzeciętny :) pamiętam takie zdarzenie z czasów, jak miał 6 msc. (!) - siedział w wózku i wyciągał rękę po herbatnika (widział, że mam dwa). Dałam mu jednego, a on dalej łapką macha, by dać mu drugiego. Ja mu mówię, że nie dam, jeden wystarczy. To wiesz co zrobił? Uniósł się maluch honorem i wyrzucił pierwszego herbatnika, a potem siedział z obrażoną miną... Zaawsze z mężem sobie przywołujemy tę historię, bo już wtedy zapowiadał się na przywódcę... nasza teraz w tym głowa, jak go poskramiać.... Życzę Ci, by Miki nie dawał tak popalić ;))) powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, przezylas troche poczas tego porodu…. Dobrze, ze wszystko sie dobrze skonczylo i Krzys zdrowo przyszedl na swiat.
      Haha, no to niezlego agenta macie w domu ;) Oby poskramianie szlo Wam gladko I bezproblemowo. Caluje!

      Usuń
  8. 8 godzin rodziłam siłami natury ze skurczami partymi włącznie. Poród zakończony cesarką. Śmiem twierdzić, że to 2 porody w jednym. Uważam, że każdej kobiecie, niezależnie od tego jak urodziły - należy się medal! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ZA! Bezsprzecznie, dla kazdej z mam medal sie nalezy!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. złapałam się na tym ze czytam ten post tak jakby mnie nie dotyczył a przecież gdzies za poltora roku to samo bedziemy mieli w domu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie wczesniej ;) Mikolajowi do 2 lat brakuje jeszcze ponad 4 miechy.

      Usuń
  10. Ja mam bunt prawie jenolatka. Dużo cierpliwości życze.

    OdpowiedzUsuń
  11. Odpowiedzi
    1. Oby panowanie “nie” nie trwalo zbyt dlugo ;) Powodzenia!

      Usuń
  12. Nie to ulubione słówko wielu dzieci :) Mój 4,5 latek często mówi NIE...Staram się go przekonywać i wtedy mówi moje ulubione słowa z przewracanymi oczkami " NO DOBRA..." To jest takie niech ci będzie...
    Poród jak poród. Uważam, że nie ma różnicy. Ja obydwa porody miałam naturalne. Tylko obydwa były tak szybkie, że nawet nic mnie nie bolało, uwierzcie mi. I czy w moim przypadku można mówić, że był to prawdziwy naturalny poród? Chyba nie..więc bez znaczenia jak ! Ważne,że się udało :):):) Dziewczyny nie możemy ujmować sobie nawzajem... Sama ciąża to już dużo, każda musiała urodzić przecież. Nie ma co się wychwalać czy tak, czy owak. Poród to poród. Wszystkie powinnyśmy być z siebie dumne :)
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie uzbrajam sie w cierpliwosc i czekam na nasze NO DOBRA :) Kiedys pewnie przejdzie.
      Racja, bycie mama to juz spory powod do dumy!
      Caluje!

      Usuń
  13. grunt to konsekwencja!!! Mój smyk też mnie testuje:) i bardzo wymusza... wręcz płacze i pokłada się w złości, i nie pozostaje mi nic innego jak wzięcie go w ramiona, bo by wył i wył, odwracam uwagę po prostu!

    Zostałaś wyróżniona u mnie na blogu do
    The Versatile Blogger Award jeśli znajdziesz chwilkę podziel się 7 sekretami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt to nie zwariowac ;)
      Dziekuje za wyroznienie. Postaram sie w niedalekiej przyszlosci cos napisac.

      Usuń

DZIEKUJE ZA KOMENTARZ!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...