poniedziałek, 12 listopada 2012

Z przymruzeniem oka, a nawet dwoch

Tak sobie dzisiaj mysle o naturze czlowieka...a dokladniej kobiety.
Takie bestie z nas, ktore mimo, ze na zewnatrz wygladaja tak samo, to w srodku zmieniaja sie niczym kameleony. Wlasciwie to macierzynstwo jest czyms w rodzaju roller coastera... Jedna kolejka, ale etapow wiele...niby kazdy podobny do kazdego, a jednak sie roznia, a co najwazniejsze doswiadczenie zdobyte w poprzednim etapie daje nam wyobrazenie o tym co moze stac sie pozniej...
I tak samo w zyciu...
Zaczynajac od ciazy.... wiadomo, w ciazy cialu wszytsko ciazy. Ciazy woda w organizmie, ciazy ekstra tluszcz nagromadzony w tym blogoslawionym stanie usprawiedliwiony oczywiscie brakiem jakichkolwiek zahamowan konsumenckich, ale najbardziej ciazy w ciazy dziecko.
Czasami przygniecie nam nerke, czasami dwie nerki, czasami kopnie w zebro, a czasami w jeszcze inny organ. Nie daje nam spac, bo przeciez jak to, w nocy spac nie trzeba!
Pozniej, po cudownych narodzinach w sumie nic sie nie zmienia, spac nadal nie mozemy.
Nerki nadal przygniecione, tyle ze od innej strony. Kto nie posiada dziecka typu spioch, wie o czym mowa. Dzidzi jest non stop blisko mamy... zasypia, spi i odpoczywa tez na mamie. Ale to nawet przyjemne, gorzej gdy mama na mysl o jedzeniu zaczyna sie slinic lub co gorsza za potrzeba musi podazyc... ale i z tym daje rade. Nosidelka i chusty niekiedy z pomoca przychodza!
Nastepnie dzidz staje sie mobilny, a mama zdobywa kolejna umiejetnosc widzenia co sie dzieje za jej plecami bez koniecznosci obracania. Dodam, ze noce nadal na nogach, bo nawet jesli dziecko zaczylo przesypiac nam nocki, to teraz czas na wstretne zeby. Nery przygniecione moze juz nie tak czesto, ale jednak czasami sa, zwlaszcza podczas usypiania malucha... 
Prawdziwy hardcore zaczyna sie wtedy, kiedy mauch wstaje na nogi.
Wtedy nie ma zmiluj sie. Mama nie dosc, ze z tylu glowy ma oczy, to w dupsku instaluje sobie motorek. Potrafi biegac za maluchem i w tym samym czasie szatkowac kapuste na obiad. Do tego dzielnie cwiczy swoja koncentracje coby curku nie dodac do gotujacych sie ziemniakow.
dodam, ze w tym samym czasie, mimo, ze wczesniej matki zbytnio czasu na nauke jezyka nie mialy, samowolnie zmieniaja sie w poliglotki- opanowanie dzieciecego jezyka idzie im gladko!
Cierpliwosc wtedy na wage zlota- przyda sie i w nastepnym stadium, kiedy dziecko zacznie rozumiec, ze moze manipulowac rodzicem! I wtedy sie zaczyna.... hopaaaaaa, hopaaaaa, hopaaaaaa na rece, bo malec przeciez musi widziec wszystko z gory. No nic....na szczescie bicepsy wyrzezbione w poprzednim etapie, wiec nawet 12 kilogramowy dzidz nam nie straszny. Takze jedna reka trzymamy malucha, ktory dzielnie siedzi nam na biodrze, druga robimy obiad (ewentualnie dzidzia obejmujemy ramieniem i mamy chwilowo dwie rece wolne), we lbie myslimy jak tu wstawic pranie... pozniej odkurzamy podlogi z dzidziem na plecach, ktory ma akurat ochote bawic sie w konika... Na szczescie przychodzi taki blogi czas, kiedy maluchowi zamykaja sie oczy... zasypia.... na 45 minut!
Pozniej wracamy na nasz roller coaster...

I powiem szczerze, ze z kazdym etapem ten roller coaster wydaje mi sie on jeszcze bardziej interesujacy... Fakt, bardziej wymagajacy, ale coraz lepszy, a sprawca tego wszystkiego slodszy!

28 komentarzy:

  1. uwielbiam takie Twoje wpisy !!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieki! To wpisy typu "impuls przy porannej herbie" ;)

      Usuń
  2. Macierzyństwo dało mi przekonanie, że wszystkie jesteśmy takimi samymi robotami i czasami mnie to przeraża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt... kazda z nas jest takim robotem, pracujemy jak w zegarku...

      Usuń
  3. oj jakbym o sobie czytała;) z wyjątkiem ugniatania w nerkiw nocy, bo Zoska akurat odp oczatku 'u siebie' spi:) i jeszcze za nią nie ganiam ale na banko widzę ze ganiać będziemy duzo:) buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miko podczas spania raczej teraz tez mi nie gniecie nerek...ale jak byl w brzuchu to owszem, zdarzalo mu sie :)
      Jeszcze troche i zaczniecie biegac ;)
      Buzka!

      Usuń
  4. Rewelacyjnie to przedstawiłaś!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze Ci sie spodobalo :)

      Usuń
  5. coś za coś ;) razem z Adasiem rozbudziłam w sobie znów małe dziecko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, ale warto to cos od siebie dac ;)
      Ja caly czas rozbudzam i powiem szczerze, ze podoba mi sie to!

      Usuń
  6. Ciepło uśmiechnęłam się, popijając kawusię, bo właśnie Dziecię moje śpi... ;)

    Rewelacyjnie napisane :) Wspaniałe jest to, że praca jaką wkładamy jest ogromnie opłacalna, bo Dziecię wynagradza nam to co dla niego poświęcamy :DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, ze Dziecie pospalo dluzej niz 45 minut ;)
      Kazdy usmiech, kazdy buziak czy uscisk malucha jest nagroda!

      Usuń
  7. banan mi rosl z kazdym kolejnym zdaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I niech ten bananowy usmiech nie znika z Twojej twarzy!
      Ciese sie, ze udalo mi sie pomoc wyprodukowac Tobie troche endorfinki ;)

      Usuń
  8. swięta prawda ;) i niech mi moj mąż sprobuje jeszcze raz powiedziec, że ja w domu nic nie robię..uduszę własnymi rękami

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialnie to napisałaś! Oskar Ci się należy! :) Lepiej w słowa ująć się tego nie da... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, dzieki!
      O Oskara chyba trzeba troche bardziej sie postarac ;)

      Usuń
  10. Oj Zizi...no prawda, prawda i jeszcze raz prawda to, co piszesz...
    Ja przezylam kolki, potem zeby, nadal nie przesypiam nocy, nauczylam sie podnoscic rzeczy z podlogi stopą, robilam nalesniki jedna reka :) I wiesz co...
    Dawalam rade, czasem bylo gorzej, czasem lepiej...ale zadnej minuty nie zamienilabym na nic innego :)
    Nawet do tych nieprzesypianych nocy sie przyzwyczailam :)
    Dziwne sa te kobity....oj dziwne :)
    Buziaki!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla takich skarbow to do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic! :)
      Ja tez nigdy w zyciu nie zamienilabym nawet tych najciezszych chwil na lajtowe!
      Po takich przygodach kocha sie jeszcze bardziej!
      Buzka dla Was!

      Usuń
  11. A najdziwniejsze jest to , że jak już ta nasza karuzela zaczyna zwalniać , my bardzo często przesiadamy się na kolejną i rodzimy kolejne dziecko ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha! Dokladnie! Ach te baby- my po prostu uwielbiamy miec roboty po uszy :))))

      Usuń
  12. popieram poprzedniczki :) chociaz dziecka nie mam i nie wiem jak to jest ale widzę jak to jest z moim siostrzeńcem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tusia, pewnie i Ciebie juz niedlugo taki los czeka :)
      Sama przyjemnosc!

      Usuń
  13. Trafnie to wszystko opisałaś :)

    OdpowiedzUsuń

DZIEKUJE ZA KOMENTARZ!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...